<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365</id><updated>2012-02-17T03:36:01.433+01:00</updated><title type='text'>co mi w duszy gra</title><subtitle type='html'>czyli opowieści i refleksje o życiu oraz o tym dlaczego rzeczy nie zawsze są takie na jakie wyglądają</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>28</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-3975325896278399371</id><published>2012-01-27T13:32:00.004+01:00</published><updated>2012-01-27T13:35:59.236+01:00</updated><title type='text'>najkrótsze przemówienie świata</title><content type='html'>W październiku 1941 roku Winston Churchill wygłosił słynną do tej pory mowę. Mówił w niej tak: „To jest lekcja: nigdy się nie poddawaj, nigdy się nie poddawaj, nigdy, nigdy, nigdy, nigdy – w niczym, wielkim i małym, poważnym i niepoważnym – nigdy się nie poddawaj, chyba że jest to sprawa honoru i nakaz rozumu. Nigdy nie ustępuj przed siłą; nigdy nie poddawaj się w obliczu przeważających sił wroga.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to wszystko. Po czym wyszedł z sali. Podobno wiele osób było z tego powodu niezadowolonych, ponieważ przyjechało z daleka żeby posłuchać jego wystąpienia w tym trudnym czasie, a tu taka niespodzianka. Jedno zdanie i do widzenia. &lt;br /&gt;Dlaczego ten wielki przywódca, w okresie, w którym naród najbardziej oczekiwał słów pociechy i wsparcia, potraktował ich tylko jednym zdaniem? Przecież doskonale zdawał sobie sprawę z sytuacji jaka panowała wtedy w Europie. A jednak z jakiegoś powodu uznał takie zachowanie za najwłaściwsze.&lt;br /&gt;Gdyby jego przemówienie trwało chociaż pół godziny albo nawet dwadzieścia minut, to przecież miałby wystarczająco dużo czasu, żeby powiedzieć wiele ważnych rzeczy swoim słuchaczom. Ale pomyślmy co by się wtedy stało, gdyby tak właśnie zrobił. Z pewnością podniósłby na duchu sporo osób, wielu poprawił samopoczucie, jeszcze innych zmobilizował do działania i na tym koniec.&lt;br /&gt;Jednak gdy ograniczył się do tego jednego pamiętnego zdania, które ciągle jeszcze jest cytowane mimo upływu tylu lat, to powiedział w ten sposób ludziom to co naprawdę chciał, żeby zapamiętali: aby nigdy i w żadnych okolicznościach się nie poddawać. Najwyraźniej uznał to zdanie za tak ważne, że nie chciał, aby zginęło w całej powodzi innych.&lt;br /&gt;Ale dlaczego Churchill uznał, że jest ono aż tak ważne?&lt;br /&gt;Dlaczego ludzie wielkich sukcesów nieodmiennie wymieniają wytrwałość jako najważniejszy warunek dowolnego sukcesu?&lt;br /&gt;Dlaczego wielcy mówcy motywacyjni kładą nacisk przede wszystkim na to, aby motywować ludzi do działania?&lt;br /&gt;Przyjrzyjmy się mrówce. Gdy ona napotyka przeszkodę to nawet na chwilę się nie zatrzymując, zmienia kierunek swojego marszu i szuka innej drogi. I nie wygląda na taką, która by uważała to za porażkę! Robi tak dotąd, aż nie znajdzie drogi do tego do czego chciała dotrzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś przeczytałam zdanie kogoś kto odniósł wielki życiowy sukces, że całą wartość swojego sukcesu zawdzięcza właśnie wszelkim błędom jakie popełnił. To stwierdzenie najpierw mnie zaszokowało, a potem całkowicie odmieniło moje spojrzenie na wszelkie porażki. Bo jak spojrzałam na swoje własne błędy i sukcesy to stwierdziłam z pewnym zdziwieniem, że żadnych sukcesów bez popełnionych błędów by po prostu nie było! A nawet im więcej popełnionych błędów w danej dziedzinie tym większe doświadczenie taki człowiek posiada, a co za tym idzie, tym większa szansa na sukces.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy człowiek ma w swoim życiu sprawy, które mu się nie udały. I tylko od niego samego zależy czy uzna je za porażki i w związku z tym przestanie dalej próbować, czy potraktuje je jak cenne lekcje, bez których nie mógłby odnieść żadnego sukcesu. Dlatego rezygnacja z jakiegoś przedsięwzięcia tylko dlatego że nie od razu wszystko poszło zgodnie z planem jest bez sensu, bo nigdy nie wiadomo czy za najbliższym zakrętem nie czeka upragnione zwycięstwo.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-3975325896278399371?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/3975325896278399371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=3975325896278399371' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/3975325896278399371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/3975325896278399371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2012/01/jeszcze-tylko-jeden-krok-dalej.html' title='najkrótsze przemówienie świata'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-1783889275892778359</id><published>2011-11-17T10:54:00.000+01:00</published><updated>2011-11-17T10:55:39.815+01:00</updated><title type='text'>kiedy wreszcie będziesz szczęśliwy?</title><content type='html'>Jak skończę szkołę, to będę szczęśliwy. Ale gdy kończysz szkołę, idziesz na studia, a tam pełno stresu, więc jak skończysz studia, to będziesz szczęśliwy. Po studiach trzeba znaleźć pracę, więc jak już znajdziesz pracę to będziesz szczęśliwy. Jeśli oczywiście będziesz zarabiał odpowiednio dużo. Ale jeszcze chcesz założyć rodzinę, więc dopiero jak założysz rodzinę to będziesz szczęśliwy. A gdy założyłeś już rodzinę to pojawiły się dzieci, które są bardzo męczące, więc jak już choć trochę odchowasz dzieci to będziesz wtedy już na pewno szczęśliwy. Ale dzieci w każdym wieku są absorbujące, więc będziesz szczęśliwy jak już założą własne rodziny. A praca zawodowa też jest w sumie stresująca, więc będziesz szczęśliwy jak pójdziesz na emeryturę. No i przychodzi w końcu ta upragniona emerytura i co? Gdzie jest to szczęście? Jakoś nie chce przyjść samo. Za to przychodzi do głowy szokująca myśl: gdybym wiedział, że tak beznadziejnie będzie na emeryturze to byłbym szczęśliwy już wcześniej :)&lt;br /&gt;Bo okazuje się, że takie odkładanie szczęścia na później sprawia, że ono nigdy nie nadchodzi. Tak samo jak jutro, które zawsze jest w przyszłości. &lt;br /&gt;Co można z tym zrobić? Przede wszystkim uświadomić sobie brutalną prawdę, że jeśli dzisiaj nie jestem szczęśliwy i nic z tym nie zrobię, to ani jutro, ani w dalszej przyszłości też nie będę szczęśliwy. &lt;br /&gt;Gdybym ja, dzień po dniu, rok po roku, nie wkładała ogromnego wysiłku w to, żeby uzdrowić swoje życie, to dzisiaj albo byłabym na dnie rozpaczy, albo nie byłoby mnie już wśród żywych, raczej to drugie. Ale jakiś czas temu obiecałam sobie, że nigdy, przenigdy się nie poddam. Choćby było tak źle, że by mi się wydawało że gorzej już być nie może, choćbym była na takim głębokim i mulistym dnie, z którego odbić się nie da, choćby już nie było żadnej nadziei, ja się nie poddam. Jeśli tylko będę zdolna do samodzielnego myślenia, to nigdy się nie poddam. Bo wiem, że umysł jest siłą sprawczą i dopóki człowiek ma możliwość nim pokierować, dotąd ma szansę ratunku. Umysł potrafi tak samo zniszczyć człowieka jak i go wyciągnąć z otchłani rozpaczy i zaprowadzić na szczyt. Wybieram to drugie. Właściwie, to czemu nie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-1783889275892778359?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/1783889275892778359/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=1783889275892778359' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/1783889275892778359'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/1783889275892778359'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2011/11/kiedy-wreszcie-bedziesz-szczesliwy.html' title='kiedy wreszcie będziesz szczęśliwy?'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-8504827711485887872</id><published>2011-05-14T09:02:00.005+02:00</published><updated>2011-05-14T09:10:52.457+02:00</updated><title type='text'>najwspanialsza wersja samego siebie cz.2</title><content type='html'>Być Najwspanialszą Wersją Samego Siebie. Hm, łatwo powiedzieć, trudniej zrealizować. Mała Dziewczynka zaczęła się zastanawiać jak to zrobić. Zrozumiała już, że to może nie być wcale takie proste. Od czego w ogóle zacząć? Gdy tak się nad tym zastanawiała wpadł jej do głowy genialny pomysł, przynajmniej w tym momencie tak myślała. Ponieważ nie widziała żadnych szans na to, żeby uzyskać choć cień zainteresowania od swoich rodziców, postanowiła, że może przynajmniej wśród rówieśników poprawi swoją pozycję. Jej genialny plan był tak prosty, że aż dziwiła się, że nikt do tej pory na to nie wpadł. Otóż wymyśliła sobie, że jak będzie się do wszystkich uśmiechać, to wszyscy będą ją lubili. Czuła się w tym momencie jak odkrywca Ameryki. Wszystko wydawało jej się już tak banalnie proste, że od razu wprowadziła ten plan w życie. I gdy tylko weszła do szkoły zaczęła się uśmiechać do każdego. Takie zachowanie nie jest typowe właściwie w żadnym środowisku, a wśród nastolatków jeszcze mniej. A najgorsze w tym było to, że jej uśmiech nie miał nic wspólnego ze szczerością, był przyklejony do twarzy jak u modelek na okładkach czasopism. Ale Mała Dziewczynka zupełnie nie zdawała sobie sprawy z tego jak wygląda i rozdawała te swoje sztuczne uśmiechy na lewo i prawo. Trochę się tylko dziwiła, że inni nie odwzajemniają jej tych uśmiechów i w ogóle reagują jakoś tak dziwnie. Miała nadzieję, że dobrze jej idzie i że efekty przyjdą z czasem. I przyszły. Nawet szybciej niż się spodziewała, ale zupełnie nie takie jakich oczekiwała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy tak stała ze swoimi koleżankami na przerwie, cały czas pamiętając o swoim zniewalającym uśmiechu, w pewnym momencie jedna z nich brutalnie sprowadziła ją na ziemię jednym krótkim zdaniem.&lt;br /&gt;- Co się tak głupio uśmiechasz? – Powiedziała, a Małą Dziewczynkę jakby prąd poraził. Uśmiech zamarł jej na twarzy, odwróciła się na pięcie i odeszła na bok. W tym momencie cały wielki plan legł w gruzach. Mała Dziewczynka poczuła się jak zbity pies. A tak liczyła, że wreszcie coś się zmieni i inni zaczną ją lubić. Chyba naprawdę coś jest z nią nie tak – myślała – skoro nie obchodzi nikogo na całym świecie i nie ma nawet jednej jedynej osoby, która by…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to nie ma? A Piękna Pani? Tak dobrze byłoby z nią teraz porozmawiać…&lt;br /&gt;Ale co to? Wszystko wokół znika i jak we mgle widać Piękną Panią, która już z daleka się do niej uśmiecha. Tym razem na twarzy Małej Dziewczynki rozkwitł prawdziwy uśmiech radości. Nawet nie zdążyła nic powiedzieć, gdyż Piękna Pani od razu zaczęła mówić do niej tym swoim ciepłym aksamitnym głosem. &lt;br /&gt;- Wiem co cię martwi – rozpoczęła Piękna Pani – widziałam co się stało. Chodźmy. – Klasnęła w dłonie i świat się zatrzymał. To znaczy one stały w tym samym miejscu w szkole tylko wszystko wokół znieruchomiało jakby ktoś zatrzymał film na wideo. Dookoła stało pełno dzieci zastygłych w takich pozach w jakich akurat się znajdowały. Jedne zatrzymały się w biegu, inne stały w grupkach, ktoś inny przyklęknął akurat, żeby zawiązać buta i w tej pozycji zastygnął. Była przy tym absolutna cisza. Mała Dziewczynka przyglądała się temu zaskoczona. Piękna Pani wzięła ją za rękę i zaczęły spacerować. &lt;br /&gt;- Spójrz na te trzy dziewczynki, które stoją tutaj razem – powiedziała Piękna Pani – wyglądają normalnie, prawda? Rozmawiały akurat o jutrzejszej klasówce z matematyki. Nic nadzwyczajnego. Wygląda na to, że wszystko u nich w porządku. Ale niezupełnie tak to jest. Popatrz na tą w grubych rajstopach i bluzce z długimi rękawami. Czy wiesz dlaczego tak jest ubrana mimo, że jest dzisiaj bardzo ciepły dzień?&lt;br /&gt;- Nie mam pojęcia – przyznała Mała Dziewczynka.&lt;br /&gt;- Bo całe nogi i ręce ma posiniaczone od kabla, którym dostała wczoraj lanie. Nie pierwszy zresztą raz. &lt;br /&gt;- Ach! – Mała Dziewczynka była totalnie zaskoczona. Nie przypuszczała czegoś takiego.&lt;br /&gt;- A ta druga, malutka i bardzo szczupła, wiesz, że nie jadła dzisiaj śniadania, bo nie było w domu nic do jedzenia? – Mała Dziewczynka coraz bardziej zdziwiona, przyglądała się drugiej dziewczynce i dopiero teraz zwróciła uwagę na jej bladą twarz i pocerowane rękawy na łokciach.&lt;br /&gt;- A ta trzecia dziewczynka, hmm… u niej wszystko w najlepszym porządku, jak na razie. Bo jeszcze nie wie, że za kilka miesięcy zachoruje na białaczkę…- Mała Dziewczynka oniemiała. Już nic nie mówiła.&lt;br /&gt;- Wiedz moja mała, że to co widać na zewnątrz niewiele mówi o tym jak jest naprawdę. - Przechadzały się dalej, a Mała Dziewczynka rozmyślała o tym czego się właśnie dowiedziała. &lt;br /&gt;- Spójrz na tego chłopca. Znasz go, jest nieznośny, prawda? Zaczepia dziewczynki, robi różne kawały. Nauczyciele mają z nim same kłopoty. A wiesz dlaczego? Jego rodzice rozwodzą się i jemu się wydaje, że to z jego winy. Nie może sobie z tym poradzić i takie są efekty. – Mała Dziewczynka była pod wrażeniem. &lt;br /&gt;- Oczywiście nie wszystkie dzieci, które tutaj widzisz mają aż tak ciężko. Jednak każde z nich ma jakieś problemy, z którymi sobie nie radzi. – Mała Dziewczynka zupełnie inaczej teraz patrzyła na całe to towarzystwo.&lt;br /&gt;- A spójrz na tą dziewczynkę, która ci przed chwilą zadała to przykre pytanie: „co się tak głupio uśmiechasz?” Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że ona ci zazdrości?&lt;br /&gt;- Co??? Mnie? Czego? &lt;br /&gt;- Że się dobrze uczysz, zwłaszcza z matematyki, a ona ledwo przechodzi z klasy do klasy. – Mała Dziewczynka nie mogła wprost uwierzyć, że w ogóle istnieje ktoś, kto mógłby jej czegokolwiek zazdrościć.&lt;br /&gt;- Popatrz na tą nauczycielkę, która dzisiaj tak niemiło burknęła na ciebie. Niedawno porzucił ją narzeczony i myślała właśnie o tym, że zbliża się kolejny weekend spędzony samotnie w czterech ścianach – Mała Dziewczynka miała mętlik w głowie. Nigdy by nie przypuszczała, skąd mogła wiedzieć…&lt;br /&gt;- Wiedz o tym – kontynuowała Piękna Pani - że inni ludzie też mają problemy, a czasem nawet bardzo poważne. I często właśnie z tego powodu zachowują się tak jak się zachowują. Tak naprawdę niewiele wiesz o tym jacy są inni i dlaczego postępują tak jak postępują. Tak samo jak oni nie mają najmniejszego pojęcia jaka ty jesteś. Dlatego zawsze pamiętaj, że to co inni ludzie mówią i robią świadczy przede wszystkim o nich i ma niewiele wspólnego z tobą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy mówiłam ci na poprzednim naszym spotkaniu o byciu Najwspanialszą Wersją Samego Siebie, to nie chodziło mi o opinie innych ludzi, ani o to żebyś się starała zdobyć kogokolwiek sympatię. To co inni ludzie myślą o tobie nie jest najważniejsze. To co się naprawdę liczy to to, co ty sama o sobie myślisz i czy lubisz samą siebie. A ironia losu polega na tym, że jak ty sama polubisz siebie to i inni ciebie polubią. Dzisiaj dowiedziałaś się o tym, że koleżanka czegoś ci zazdrości. Nie wiedziałaś o tym, tak samo jak nie wiedziałaś o problemach jakie mają inne dzieci. Tak naprawdę to nigdy nie będziesz wiedziała do końca jacy są inni ludzie i dlaczego mówią i robią to co robią. Wystarczy jednak, że będziesz wiedzieć, że pewnie mają ku temu swoje powody. Lepiej nie oceniać ludzi na podstawie tego co mówią, bo można się bardzo pomylić w swoim osądzie. &lt;br /&gt;Nie ma też sensu zabiegać o czyjeś względy, bo to przynosi najczęściej odwrotny skutek. Zamiast tego bądź dobra dla siebie i innych i pamiętaj, że to kim &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;naprawdę &lt;/span&gt;jesteś to jest właśnie Najwspanialsza Wersja Samego Ciebie. I zanim Mała Dziewczynka zdążyła coś powiedzieć Piękna Pani zniknęła, a świat wokół z powrotem ruszył z miejsca.&lt;br /&gt;Mała Dziewczynka stała zamyślona zastanawiając się nad tym co powiedziała Piękna Pani: &lt;span style="font-weight:bold;"&gt;kim naprawdę jestem?&lt;/span&gt; Oto jest pytanie…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-8504827711485887872?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/8504827711485887872/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=8504827711485887872' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/8504827711485887872'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/8504827711485887872'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2011/05/najwspanialsza-wersja-samego-siebie-cz2.html' title='najwspanialsza wersja samego siebie cz.2'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-6993059620012132639</id><published>2011-03-17T09:27:00.000+01:00</published><updated>2011-03-17T09:44:52.905+01:00</updated><title type='text'>układamy cegły czy budujemy katedrę?</title><content type='html'>Przeczytałam kiedyś taką historyjkę.&lt;br /&gt;Pewien człowiek zapytał murarzy budujących katedrę, co robią.&lt;br /&gt;- Układam cegły, bo mi za to płacą od sztuki – odpowiedział pierwszy.&lt;br /&gt;- Buduję mury według poleceń nadzorcy – odpowiedział drugi.&lt;br /&gt;- Staram się jak najlepiej budować świątynię na chwałę Pana – odpowiedział trzeci.&lt;br /&gt;Wszyscy trzej robili dokładnie to samo, ale mieli zupełnie inne podejście do swojej pracy. Ale nie chodzi tu tylko o sam fakt różnego wytłumaczenia sobie tego co każdy z nich robi. Stoi za tym coś o wiele ważniejszego. Otóż każda z tych postaw powoduje zupełnie inne konsekwencje nie tylko w głowie, ale też w całkiem realnym życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy z tych murarzy, gdy pracuje na zasadzie byle do piątku, więc nie przykłada się do swojej pracy, bo po co. W związku z tym jakość tej pracy jest słaba, a pracodawca, nawet jak nic nie mówi to i tak przy pierwszej okazji go po prostu zwolni. A on znowu będzie szukał nowej pracy, kalkulując jedynie gdzie mu najwięcej za to układanie cegieł zapłacą. W nowej pracy będzie podobnie, też nie zagrzeje tam dłużej miejsca i tylko będzie narzekał jak to mu źle w życiu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z kolei drugi murarz tworzy już jakieś dzieło. Wykonuje kolejne powierzone mu zadania mając pewną satysfakcję z dobrze wykonanej pracy. Wynagrodzenie jest dla niego ważne, ale to co konkretnie robi też się dla niego liczy. Taki pracownik jest dosyć ceniony w firmie i raczej nie musi się obawiać o to, że go zwolnią. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeci z kolei murarz robi zupełnie coś innego. W jego głowie jest wizja katedry, w której będą cudownie grać organy, a ludzie będą przychodzić się modlić. Dla niego ta brudna robota ma zupełnie inne znaczenie i dlatego inaczej też do niej podchodzi. Bardziej się stara i ma przy tym olbrzymią satysfakcję, no bo przecież bierze udział w tak wspaniałym projekcie. Oczywiście efekt jego pracy też jest inny niż pozostałych dwóch murarzy. I chociaż on nie dba zbytnio o wynagrodzenie, które dostaje, to jednak właśnie jego pracodawca ceni najbardziej i lepiej go wynagradza od innych swoich pracowników. Taka ironia losu, zarabia więcej od innych, chociaż mu mniej na tym zależy, a przy pierwszej okazji i tak właśnie on jest awansowany.&lt;br /&gt;Mógłby ktoś powiedzieć, że nie zawsze jest tak różowo, nie zawsze lepsza praca jest lepiej wynagradzana. Oczywiście, że tak, jest różnie.&lt;br /&gt;Ale jedno jest w życiu niezmienne. Obojętne czy praca jest doceniana czy nie, to mając podejście takie jak ten trzeci murarz, po prostu pracuje się lepiej. Przy takim podejściu pojawia się satysfakcja i radość z wykonywania dobrej roboty, poprawia się nastrój i rzutuje to pozytywnie na całość życia człowieka, również poza pracą. A jeśli chodzi o niedocenianie. Raczej nie zdarza się tak, żeby człowiek całe swoje życie sumiennie, z wielkim zaangażowaniem pracował i nikt nigdy tego nie zauważył. Wcześniej czy później tak właśnie się stanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To, jak traktujemy własną pracę ma olbrzymie znaczenie pod kątem tego czy jesteśmy z niej zadowoleni czy nie. Nie ma dobrej lub złej pracy, to człowiek nadaje jej znaczenie. Można się nudzić i być niezadowolonym nawet z bardzo atrakcyjnej pracy, albo można być zachwyconym z pracy, którą inni uznaliby za okropną. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadziwiająca historia dotyczy pewnego człowieka, który zajmował się odszczurzaniem metra w Nowym Jorku. Dla przeciętnego człowieka taka praca to jedna z najgorszych rzeczy jakie się mogą przytrafić. Ale nie dla tego obywatela. On nie uważał, że zajmuje się usuwaniem szczurów, bynajmniej. On zajmował się tworzeniem czystej przestrzeni swojego ukochanego miasta Nowy Jork. On działał dla dobra całego miasta, tworzył piękno i po prostu lubił swoją pracę. I wykonywał ją z takim zaangażowaniem, że zostało to zauważone przez współpracowników i zwierzchników (trudno żeby nie). Ten przykład jaskrawo pokazuje, że wszystko jest kwestią punktu widzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama na swoim przykładzie odkryłam jak zwykła zmiana nazwy tego co się robi potrafi wpłynąć na samopoczucie i podejście wykonywanego zadania.&lt;br /&gt;Postanowiłam kiedyś przeformułować niektóre zajęcia, które miałam do zrobienia, a które uważałam za nudne i nie chciało mi się tego robić. I z wielkim zdziwieniem stwierdziłam, że sama zmiana nazwy tego co robię zmieniła moje podejście do sprawy. Tak więc zdecydowałam, że zamiast sprzątać dom, będę teraz tworzyć miejsce, które kocham. Gdy tak zaczęłam podchodzić do zagadnienia, to nie tylko sama praca zupełnie inaczej wyglądała, ale i efekty też.&lt;br /&gt;Zamiast gotować obiad wolę tworzyć budulec i źródło energii dla swojego ciała.&lt;br /&gt;Tak mi się to spodobało, że rozwinęłam tego typu spojrzenie na inne dziedziny życia i wyszło mi tak:&lt;br /&gt;Uwalnianie z jakiegoś nałogu to budowanie nowej wspanialszej wersji samego siebie. Bezsenność to okazja do przemyśleń, modlitwy i odkrywania nowych lepszych rozwiązań. Joga to zajęcia odmładzająco – uzdrawiające. Kłótnia ze współmałżonkiem to poszukiwanie nowych sposobów porozumiewania się i tworzenie nowych zasad w relacji. Przydługie rozmowy telefoniczne to bezpłatny trening asertywności. Mróz -20st.C to hartowanie mojej odporności na czynniki atmosferyczne. Nadmierny stres i wyczerpanie fizyczne to lekcja rozróżniania tego co jest w życiu ważne. Itd. Wyszła mi z tego niezła zabawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy mówię o przeformułowaniu pewnych działań, to chodzi mi przede wszystkim o te, które nie kojarzą nam się dobrze. Ale tą zasadę z powodzeniem można stosować w odwrotną stronę, gdy nie chodzi o to żeby się motywować do działania, ale żeby go zaprzestać. I tak może być w przypadku, gdy ktoś chce porzucić jakiś nałóg, np. palenie papierosów. Wtedy zamiast iść na papieroska to idzie zatruwać sobie płuca. No i jakbyś się czuł palaczu gdybyś wychodził, żeby sobie trochę pozatruwać płuca? Już trochę inaczej, co?&lt;br /&gt;Albo ktoś chce ograniczyć słodycze ze względu na nadwagę. Wtedy zamiast „mam zamiar zjeść tego pysznego pączusia” można sobie powiedzieć: „mam zamiar teraz powiększyć swoją nadwagę”. Trochę gasi apetyt, nieprawdaż?&lt;br /&gt;Żeby przekonać się jak to działa to trzeba samemu poeksperymentować w tym względzie. Dla mnie jest to forma zabawy, która przynosi konkretne pozytywne efekty w moim życiu, można powiedzieć, że zmienia jakość tego co robię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakiś czas temu miałam jechać do swojego ojca i tak się złożyło, że trzeba było jechać w samo południe upalnego dnia samochodem bez klimatyzacji. I nie za bardzo miałam na to ochotę, ale postanowiłam zmienić nastawienie i określić to jako akcja pomocy komuś, kto tego bardzo potrzebuje. I całkowicie mi się poprawiło samopoczucie, a co więcej, na drugi dzień okazało się, że upał był trochę mniejszy niż zapowiadali, a dodatkowo akurat na czas mojej jazdy niebo było zachmurzone. I tak to często właśnie bywa, że gdy sami zmienimy nastawienie do tego co się wokół nas dzieje to i Wszechświat dołoży swoją cegiełkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze kilka przykładów trochę niewdzięcznych, ale koniecznych działań w dosyć zabawnej formie, która mnie osobiście najbardziej odpowiada.&lt;br /&gt;Wycieranie pupy niemowlaka można określić jako uwalnianie od skutków jedzenia &lt;br /&gt;Przyszywanie 157 z kolei zamka do spódnicy w zakładzie krawieckim można określić jako ogólnospołeczną pomoc dziewczynom, aby im spódnice nie spadały z bioder.&lt;br /&gt;Kiedyś czekałam w kolejce do WC i zaczęłam się niecierpliwić. Wymyśliłam wtedy, że właśnie czekam w kolejce do pomieszczenia uwalniającego. I tak mnie to rozśmieszyło, że czekanie nie było już problemem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To do czego postanowimy zmienić nastawienie, to mogą być banalne sprawy i działania, ale nasze życie w większości składa się z takich właśnie banalnych, codziennych czynności. A to, jak podejdziemy do nich, już w skutkach swoich wcale nie jest banalne czy mało ważne. Bo albo zwykłe codzienne obowiązki potraktujemy jako nudną rutynę, albo można z tego zrobić niezłą zabawę, wszystko zależy od nas. A to, jakie mamy podejście do tego co robimy określa w dużym stopniu jak oceniamy własne życie, a to już sprawa najwyższej wagi.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-6993059620012132639?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/6993059620012132639/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=6993059620012132639' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/6993059620012132639'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/6993059620012132639'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2011/03/ukadamy-cegy-czy-budujemy-katedre.html' title='układamy cegły czy budujemy katedrę?'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-51111409314046615</id><published>2011-02-09T20:30:00.004+01:00</published><updated>2011-02-09T20:41:58.991+01:00</updated><title type='text'>dlaczego boimy się być sobą?</title><content type='html'>Dlaczego tak trudno nam jest być takimi jakimi naprawdę jesteśmy? Czy w ogóle wiemy jacy naprawdę jesteśmy? Dlaczego tak trudno jest nam mówić o tym co czujemy? Skąd bierze się ten strach przed byciem sobą, pokazaniem takim jakim się jest naprawdę? &lt;br /&gt;Małe dziecko nie zna czegoś takiego. Swoje ciało uważa za doskonałe niezależnie od tego jakie ma. Nie boi się okazywania uczuć i akceptuje siebie dokładnie takim jakie jest. Może okazać swoje niezadowolenie, ale nie ma to nic wspólnego z brakiem akceptacji. Wyraża tylko to co czuje. Gdzie i kiedy w takim razie to wszystko później znika? Wyrasta się z tego czy co… Patrząc na skalę zjawiska, można by faktycznie tak pomyśleć. Czy aby na pewno tak jest?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od samego początku swojego rozumienia świata mały człowiek zasypywany jest całą masą informacji na temat tego jaki ma być.&lt;br /&gt;Najpierw rodzice go programują swoimi tekstami typu:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jak ty wyglądasz, cały jesteś brudny. Kto to widział, żeby tak się ubrudzić.  &lt;br /&gt;Daj, ja zrobię to lepiej. &lt;br /&gt;Rozlałeś mleko, co z ciebie za fajtłapa.&lt;br /&gt;No chodź już, nie marudź, przez ciebie nie zdążymy do przedszkola.&lt;br /&gt;Nie zadawaj głupich pytań.&lt;br /&gt;Zobacz, wszystkie dzieci same już wiążą sznurówki&lt;/span&gt; (co niekoniecznie jest prawdą ale co tam, trzeba mobilizować malucha) &lt;span style="font-style:italic;"&gt;a ty nie potrafisz, wstydź się. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Gdy coś takiego małe dziecko słyszy, uczy się, że ubrudzenie ubrania jest czymś złym, że wszystko należy robić idealnie, a jak coś zrobi źle to jest złym człowiekiem, że nawet to jak szybko chodzi może być złe i to, że jak czegoś nie wie, to absolutnie nie może się do tego przyznawać.&lt;br /&gt;No i taki mały człowiek już w przedszkolu buduje sobie solidne przekonanie na swój temat, że coś jest z nim nie tak, że nie jest wystarczająco dobry. Kończy się pierwszy etap nauki, że nie jest dobrze pokazywać się takim jakim się jest. Zaczyna się nauka udawania bycia kimś innym, to znaczy kimś kto zasługuje na akceptację i miłość. Pierwsza lekcja przerobiona, a potem jest kolejny etap utrwalania materiału gdy dziecko idzie do szkoły. Do kształtowania postawy młodego człowieczka dołączają nauczyciele z nowymi tekstami:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Znowu jesteś nieprzygotowany do lekcji, co z ciebie wyrośnie.&lt;br /&gt;Jak ty się zachowujesz, to nie wypada, żeby taki duży chłopak ciągnął koleżankę za warkoczyk &lt;/span&gt;(a co ma robić jak mu się dziewczyna podoba :)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Co to za gadanie tam w ostatniej ławce! Zobaczymy co będziecie mieli do powiedzenia na klasówce.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;I wiele podobnych. Wtedy już poczucie wartości ugruntowuje się dokładnie w okolicach bliskich zera, a kolejna lekcja żeby udawać kogoś innego jest przyswojona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przychodzi czas nastolatka i wtedy słyszy nowe teksty:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Jak się nie będziesz uczył, to będziesz kopał rowy.&lt;br /&gt;I tak z ciebie nic nie będzie.&lt;br /&gt;A cóż ty na siebie włożyłaś. Widziałaś się w lustrze?&lt;br /&gt;To ja padam ze zmęczenia, żeby was utrzymać a wy się tak odwdzięczacie?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Taki nastolatek już dobrze wie, że ani wygląd zewnętrzny, ani jego intelekt nie nadają się do ujawniania, więc robi co może, żeby pokazać się kimś innym niż jest. Jeśli chodzi o jego wnętrze, potrafi już dobrze ukrywać swoje myśli i uczucia, gorzej jest z wyglądem. Dlatego godzinami przesiaduje przed lustrem żeby choć trochę poprawić to co uważa że nie jest dość dobre. Ma już konkretnie ukształtowany obraz samego siebie i wynika z niego, że za wszelką ceną musi ukrywać to jaki naprawdę jest, bo jakby się wydało, to, no koniec świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i wchodzimy w wiek dorosły mając pełną jasność co do tego, że bycie sobą to niebezpieczna sprawa. Trzeba się pokazać lepszym niż się jest, bo inaczej całe społeczeństwo nas odrzuci. No i zaczyna się zabawa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wychodzimy na ulicę i zakładamy maskę nr 15 (jestem człowiekiem sukcesu) i przyklejamy do niej uśmiech nr 5 ( powinny pasować do siebie). Następnie wchodzimy do biura, zakładamy więc dodatek do maski nr 15 (kompetencja) i rozpoczynamy pracę. W sobotę spotykamy się ze znajomymi, więc odpowiednia będzie maseczka nr 12 (wszyscy mnie lubią) i przyklejamy do niej uśmiech nr 5 (jestem życzliwa). Jeszcze rozmowa z teściową, więc szybciutko maska nr 9 (dobra żona/mąż). Jedziemy na wakacje, więc możemy założyć trochę luźniejszą maskę, np. nr 3 (szczęśliwa rodzinka). Idziemy do lekarza więc najodpowiedniejsza będzie ta z numerem 6 (chory człowiek). Daję jałmużnę bezdomnemu na ulicy, więc na chwilę zakładamy tą z numerem 11 (dobry człowiek). I tak sobie zmieniamy szybciutko te maski w zależności od sytuacji. Idzie nam to sprawnie, bo przecież trening czyni mistrza, a my to trenujemy od dziecka, więc mamy wprawę. I w końcu wracamy do domu i co? Okazuje się, że zbyt długo założona maska nie chce zejść, a jak już uda się ją zdjąć to okazuje się że pod spodem jest następna i następna. Ale o tym przekonują się już tylko nieliczni, którzy spróbowali zdjąć tą przyklejoną na wierzchu maskę. Cała większość ludzi zasypia codziennie nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że mają jakąkolwiek założoną. &lt;br /&gt;A jak to jest z naszymi maskami możemy się przekonać wtedy gdy zadamy sobie pewne pytania.&lt;br /&gt;Jaki naprawdę jestem?&lt;br /&gt;Co naprawdę lubię?&lt;br /&gt;Czego naprawdę w życiu chcę?&lt;br /&gt;Co jest dla mnie ważne? &lt;br /&gt;Może się wtedy okazać że nie potrafimy odpowiedzieć na żadne z tych pytań. To zresztą żaden problem. Jeżeli damy sobie trochę czasu to dotrzemy do prawdziwych odpowiedzi.  &lt;br /&gt;A gdy już odpowiemy sobie na te pytania to warto wtedy zadać to najważniejsze: &lt;br /&gt;Czy moje odpowiedzi są naprawdę moje czy to tylko kolejna maska, czyli pokaz tego jaki uważam, że powinienem być? &lt;br /&gt;Myślę, że warto się nad tym zastanowić, bo odpowiedź może być zaskakująca…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-51111409314046615?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/51111409314046615/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=51111409314046615' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/51111409314046615'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/51111409314046615'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2011/02/dlaczego-boimy-sie-byc-soba.html' title='dlaczego boimy się być sobą?'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-6173878156289094820</id><published>2010-11-10T09:04:00.002+01:00</published><updated>2010-11-10T09:14:29.310+01:00</updated><title type='text'>nieoczekiwane spełnienie marzeń</title><content type='html'>Helena była zwykłą urzędniczką w zwykłym biurze jakich wiele w całym kraju. W ogóle całe jej życie było zwyczajne. Nie wyróżniała się w tłumie nawet z wyglądu. Po prostu taka szara myszka. Ale co można zrobić z takim zwyczajnym życiem? Tego nie wiedziała i chociaż nie była szczęśliwa w tym swoim szarym życiu, to w sumie nieszczęśliwa nie była też. Taka przeciętność do kwadratu. Swoje marzenia już dawno zaryglowała w miejscu pod tytułem „nierealne” i tak sobie żyła od wypłaty do wypłaty. I tak by pewnie jej to życie upłynęło całkiem zwyczajnie, gdyby nie to, że los miał dla niej inne plany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnego dnia, całkiem zresztą niespodziewanie, miała wypadek samochodowy. No cóż, wypadki zdarzają się codziennie, ale zawsze dotyczyły innych ludzi. Nigdy nie pomyślała, że ją też może to spotkać. Wypadek ten był z gatunku tych ciężkich i Helena, po długim leżeniu w szpitalu i rehabilitacji wylądowała na wózku inwalidzkim. I dopiero wtedy, gdy uświadomiła sobie, że najprawdopodobniej już nigdy nie będzie chodzić, cały jej świat się zawalił. Dlaczego akurat jej się to przytrafiło? To pytanie dręczyło ją dzień i noc. Przecież ona ma dopiero 35 lat i co, to już koniec? Nie wiedziała jeszcze w tym momencie, że tak naprawdę jej życie dopiero się zaczyna.&lt;br /&gt;Od użalania się nad sobą przeszła do obwiniania, siebie, wszystkich wokół, Pana Boga i całego świata. Myśli hulały jej po głowie z prędkością światła. Gdyby ten osioł nie jechał wtedy na rowerze, to nie doszłoby do wypadku. A mogłam przecież jechać inną drogą. Mogłam w ogóle nie wychodzić z domu. A gdyby mnie Joaśka w tym dniu nie zaprosiła do siebie to wszystko potoczyłoby się inaczej. A mogłam to, a mogłam tamto i tak w kółko, bez przerwy. Minęło sporo czasu zanim uświadomiła sobie, że takie myślenie nie ma sensu i wtedy z kolei wpadła w stan beznadziei, który objawiał się albo depresją albo złością. Wpadała coraz bardziej w otchłań swojego nieszczęścia, stała się zgryźliwa i nie do wytrzymania dla otoczenia. Cała jej rodzina chodziła koło niej na palcach, obawiali się do niej odezwać, żeby jej broń Boże nie urazić, bo przecież była taka pokrzywdzona przez los. Sytuacja stawała się coraz gorsza i nie wiadomo jak by się to skończyło, gdyby nie pewna zupełnie przypadkowa wizyta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż pewnego pięknego dnia do domu Heleny przyszła jej znajoma ze swoją córeczką. Dziewczynka była w wieku przedszkolnym i wszystko ją interesowało. Podeszła więc do siedzącej na wózku Heleny i zaczęła się jej przypatrywać. Wszystkim zrobiło się nieswojo i już mieli ją stamtąd zabrać, ale w tym momencie dziewczynka zapytała:&lt;br /&gt;- Czemu siedzisz na tym wózku? – Wszyscy zamarli wiedząc jak wrażliwa jest Helena na tym punkcie. Spodziewali się awantury. Helena już miała coś odburknąć, ale gdy spojrzała w niewinne oczy dziecka jej serce trochę zmiękło. - Miałam wypadek samochodowy i nie mogę chodzić – Odpowiedziała.&lt;br /&gt;- Acha – Dla dziewczynki ta odpowiedź była całkowicie wystarczająca i poszła się bawić do innego pokoju. Wszyscy odetchnęli z ulgą. Jednak nie na długo, gdyż za moment dziewczynka przyszła z powrotem trzymając kredki i papier w ręce.&lt;br /&gt;- Narysuj mi coś – Poprosiła Helenę.&lt;br /&gt;- Co??? – Helena ze zdziwienia nie mogła słowa wydukać. Jak to? Ona? Kaleka?&lt;br /&gt;- No przecież ręce masz zdrowe – Dziecko jakby czytało w jej myślach. Konsternacja. Helena zupełnie nie wiedziała co zrobić, ale pod wpływem tak porażającego argumentu zgodziła się coś jej narysować. Przypomniała sobie wtedy, że gdy była małą dziewczynką to bardzo lubiła rysować i nawet miała takie marzenie, żeby zostać malarką. Ale uznała to za nierealne mrzonki, bo przecież trzeba zarabiać na życie, zajmować się domem, a co z takiego malowania by jej przyszło. Przestała więc o tym myśleć, a jej szare zwyczajne życie coraz bardziej ją pochłaniało. Jednak w tym momencie nie miała nic innego do roboty, więc zgodziła się rysować coraz to inne rzeczy, o które prosiła dziewczynka. Tak ją to zajęcie pochłonęło, że nawet się nie zorientowała jak minęło całe popołudnie. Co ciekawe, rysowała jeszcze długo potem jak goście już poszli i stwierdziła, że już dawno tak dobrze się nie czuła. Od tego dnia zaczęła rysować codziennie, najpierw dla zabicia czasu, a potem coraz bardziej dla przyjemności. I wtedy wypadki potoczyły się już błyskawicznie. Rodzina zobaczyła jak ją to zajęcie pochłania, więc ktoś rzucił hasło, że mogłaby się tym zająć zawodowo. Ktoś inny miał znajomego w wydawnictwie i ją polecił. Jej rysunki spodobały się odpowiednim osobom i nie minęło wiele czasu jak Helena zaczęła dostawać zamówienia na ilustracje do książek dla dzieci. W międzyczasie wzięła kilka lekcji rysunku, które pomogły jej poprawić technikę i tak oto zaczęła się rozwijać jej kariera w tej branży. Jej prace tak się podobały, że zaczęła dostawać coraz więcej zamówień. A do tego zarabiała przy tym nieporównywalnie więcej niż przedtem jako urzędniczka. Gdy po raz pierwszy zobaczyła prawdziwą książeczkę dla dzieci, a w środku jej własne rysunki, to łza zakręciła się jej w oku. Przypomniała sobie swoje dawne życie i doszła do wniosku, że teraz jest bardziej szczęśliwa niż wtedy kiedy była sprawna fizycznie. I pomyśleć, gdyby nie wypadek, być może nigdy nie odkryłaby swojego talentu i wiodła by takie smutne życie nawet nie przypuszczając, że może być inaczej.&lt;br /&gt;- Mogłaś iść do szkoły plastycznej – Powiedziała jej kiedyś znajoma, gdy pewnego razu przyszła z wizytą. Helena gdy to usłyszała, zadumała się na chwilę. Takie myślenie co mogła zrobić a czego nie zrobiła, w przeszłości doprowadziło ją prawie do obłędu. Stwierdziła kolejny raz, że nie ma to najmniejszego sensu, bo i tak nie da się niczego zmienić w przeszłości. &lt;br /&gt;- Postępowałam najlepiej jak potrafiłam wtedy. A że było to co było… Mówi się trudno i żyje się dalej. Najważniejsze, że teraz mogę rozwijać swój talent i cieszę się z tego. A powiedz mi czy ty wykorzystujesz swoje talenty? – zapytała. Tym razem jej znajoma się zadumała. Uświadomiła sobie właśnie, że jest dokładnie w takiej samej sytuacji jak Helena przed wypadkiem. Nudne, bezbarwne życie przemijające rok po roku. Zrobiło się jej smutno, ale nagle przyszła jej do głowy niespodziewana myśl. A może ona też ma szansę, żeby żyć inaczej i realizować swoje marzenia? Przypomniała sobie właśnie, że zawsze marzyła o tym, żeby móc projektować nowe stroje. Przecież tak dobrze jej idzie szycie na własne potrzeby, że wszyscy znajomi zazdroszczą jej tych sukienek, które ostatnio uszyła dla siebie i swojej córki. A może dla niej też jest szansa na zmianę życia??? A może by tak… no bo przecież… W tym momencie coś w niej zaskoczyło. A właściwie dlaczego nie? Pożegnała się szybko z Heleną i wyszła zamyślona.&lt;br /&gt;A Helena, uśmiechając się do siebie, pomyślała jakie to życie jest przewrotne. Tyle dziwnych rzeczy musiało się wydarzyć, żeby mogły spełnić się jej marzenia. Zamykając drzwi do przeszłości, zabrała się z radością do pracy, gdyż czekało już na nią kolejne pilne zlecenie…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-6173878156289094820?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/6173878156289094820/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=6173878156289094820' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/6173878156289094820'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/6173878156289094820'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2010/11/nieoczekiwane-spenienie-marzen.html' title='nieoczekiwane spełnienie marzeń'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-4172412569952550021</id><published>2010-10-21T15:03:00.003+02:00</published><updated>2010-10-21T15:13:27.839+02:00</updated><title type='text'>e-kursy - mój punkt widzenia</title><content type='html'>Czyli o tym jak autorzy e-kursów robią klientów w konia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Często dostaję maile, w których jest napisane coś w tym stylu:&lt;br /&gt;Jeśli nie skorzystasz z tej oferty to stracisz jedyną szansę na sukces/szczęście. Teksty reklamowe różnych e-kursów i e-booków starają się mnie przekonać, że jeśli nie skorzystam z tej jedynej niepowtarzalnej i niewiarygodnie taniej oferty (ceny nawet do 1000zł za kilka lub kilkanaście maili zwanych kursem) to bezpowrotnie stracę okazję, aby osiągnąć w życiu to co chcę.&lt;br /&gt;Gdyby taki kurs za 1000 zł wydać w postaci drukowanej miałby objętość cienkiej książki i kosztowałby w księgarni maksymalnie 30-40 zł jeśli w ogóle ktokolwiek chciałby to wydać i sprzedawać. A w necie można wystawić sobie dowolną cenę, napisać że to prawie za darmo, że akurat jest promocja, a ta bezcenna wiedza jest warta o wiele więcej i normalna cena kursu wynosi np. 1800 zł lub więcej zależności od fantazji autora.&lt;br /&gt;Główny powód dlaczego w ogóle takie kursy znajdują nabywców jest związany z podstawową cechą Internetu, a mianowicie tym, że kurs jest niematerialny i nie można do niego zaglądnąć tak jak w księgarni. I wystarczy dobry marketing aby wzbudzić ciekawość potencjalnego nabywcy, a po chwili pojawia się już takie pragnienie, aby to mieć, że trudno już się temu oprzeć (a co jeśli jest to dla mnie szansa na wspaniały życiowy sukces we wszystkich dziedzinach i tylko w pięciu krokach?)&lt;br /&gt;Jeśli dobry sprzedawca potrafi w realu sprzedać towar komuś kto tego ani nie chciał, ani nie potrzebował (np. wieża Eiffla została kilkakrotnie sprzedana za duże pieniądze przez tą samą osobę) to o ile łatwiej sprzedać coś czego nie można ani zobaczyć ani dotknąć? Całe zainteresowanie danym produktem zależy głównie od umiejętności marketingowych autora, a tego można się nauczyć. Tylko czy o to chodzi kupującym?&lt;br /&gt;Ale idźmy dalej tym tokiem myślenia. Świetnie zrobiony marketing poparty prawdziwymi lub zmyślonymi opiniami innych klientów, którzy już ten kurs przeszli powoduje takie pragnienie w kliencie, że chce on koniecznie ten produkt mieć i nie stracić tej jedynej szansy (no bo kto chciałby stracić swoją życiową niepowtarzalną szansę, która przeszłaby mu koło nosa?). Zobaczmy co dalej się dzieje. Klient cały napalony, decyduje się wyłożyć np. 700 zł za kurs bo przecież musi tam być tyle wiedzy, skoro kurs trwa aż pół roku (to dopiero wiedza!) A że cały kurs mieści się na stu kilkudziesięciu stronach bardzo luźnego druku dużą czcionką to już inna sprawa.&lt;br /&gt;Są ekursy rozłożone na dni, tygodnie lub miesiące, wszystko zależy od tego jaką opcję autor uzna za najbardziej przekonującą. Półroczny kurs ma tą zaletę, że można te kilkaset złotych rozłożyć na raty miesięczne i już wtedy jest osiągalny dla większej liczby czytelników. No i robi wrażenie, wiedza na którą potrzeba aż pół roku, żeby ją przyswoić.&lt;br /&gt;Ten sposób sprzedaży dokładnie opisał Joe Vitale w jednej ze swoich książek. Potrzebował kiedyś kasę na ekskluzywny samochód. Napisał akurat kolejną swoją książkę. Nie chciał jej sprzedawać w wersji papierowej za kilkanaście dolarów, bo nie zarobiłby w ten sposób na swój samochód. Co więc zrobił? Wymyślił, że zrobi kurs internetowy. Podzielił książkę na kawałki, dołożył kilka bajerów, zrobił dobry marketing i zaczął sprzedawać jako kurs za 1500$ od osoby. Mniej więcej sto razy drożej niżby ta książka kosztowała w księgarni. A biorąc pod uwagę, że z ceny w księgarni nie dostaje nawet 10% więc na kursie wyszedł lekko licząc 1000 razy lepiej.&lt;br /&gt;Wymyślił do tego kursu profesjonalny tekst reklamowy i znalazł chętnych. W ciągu kilku dni zarobił na wymarzony samochód. Sprytne, prawda?&lt;br /&gt;A za nim inni poszli jak lawina i teraz e-kursów za grube pieniądze jest całe multum (najdroższy z jakim się spotkałam kosztował 6000 zł w wersji wideo).&lt;br /&gt;Ale to nie koniec całej zabawy.&lt;br /&gt;Długo zastanawiałam się, co się dzieje, gdy taki klient dostanie już swój upragniony kurs. Czy nie przyjdzie mu do głowy, że przepłacił? Albo, że to samo mógł mieć za darmo, ale na innej stronie internetowej? I doszłam do wniosku, że człowiek, istota kierująca się głównie emocjami, generalnie woli  mieć rację niż poznać prawdę, a nawet woli mieć rację niż osiągać swoje cele. Dlatego gdy już zapłaci pieniądze za jakiś kurs to zrobi wszystko, aby udowodnić samemu sobie, że dokonał słusznego wyboru. A podświadomość mu w tym pomoże i po prostu będzie widział tylko to co potwierdza jego decyzję o wydaniu pieniędzy. No kasy to raczej nikt nie lubi wyrzucać w błoto.&lt;br /&gt;Poza tym człowiek więcej ceni to za co płaci niż to co ma za darmo. To odnosi się nie tylko do pieniędzy. Im więcej trudu włożymy w to żeby coś osiągnąć, tym więcej daną rzecz cenimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak naprawdę każdy człowiek chciałby być szczęśliwy i dobrze się czuć. I na tym pragnieniu opiera się marketing takich kursów, bo daje potencjalnym czytelnikom nadzieję, że będzie cudownie, wystarczy tylko zakupić dany ekurs. I klient decyduje się na zakup nawet jak nie do końca wierzy we wszystko co tam jest napisane licząc, że chociaż część tego się sprawdzi.&lt;br /&gt;A jak silne oddziaływanie jest tych technik marketingowych to sama doświadczyłam wiele razy. Nawet teraz gdy zdarza mi się trafić na dobrą reklamę jakiegoś e-kursu, to powstają w mojej głowie pytania: „A może to faktycznie prawda? A może dzięki temu kursowi za parę tygodni rozwiążą się wszystkie moje problemy?”&lt;br /&gt;Ale po chwili brutalnie sprowadzam sama siebie na ziemię słowami: „daj spokój, to tylko marketing”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-4172412569952550021?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/4172412569952550021/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=4172412569952550021' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/4172412569952550021'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/4172412569952550021'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2010/10/e-kursy-moj-punkt-widzenia.html' title='e-kursy - mój punkt widzenia'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-6588435449932966493</id><published>2010-09-19T09:07:00.002+02:00</published><updated>2010-09-19T09:09:22.415+02:00</updated><title type='text'>niemożliwe? czy aby na pewno?</title><content type='html'>Historia o tym jak niemożliwe staje się możliwe…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lata temu jeździłam bardzo często na rowerze, wszędzie gdzie się tylko dało. Pewnego razu na mojej trasie przejazdu pojawiła się spora przeszkoda, bardzo stroma skarpa, wał nad Wisłą. Pochyłość nie była długa, ale stroma i do tego bardzo nierówna. Mogłam bez najmniejszego problemu sprowadzić z niej rower, ale postanowiłam stamtąd zjechać. Sądziłam, że przy dobrym hamowaniu nie powinno być z tym większego problemu. No więc wsiadłam na rower i zaczęłam powoli zjeżdżać. Ale ponieważ skarpa była bardzo nierówna, rower zaczął się tak telepać, że już na pierwszym metrze spadły mi nogi z pedałów. A że miałam tylko hamulec nożny, więc była to sprawa decydująca. Spróbowałam z powrotem ustawić nogi na pedały, ale tak trzęsło, że nie dałam rady. I w tym momencie pomyślałam sobie, że to już koniec, wywrotka murowana. Wszystko to trwało może 2-3 sekundy.&lt;br /&gt;Pamiętam ten moment doskonale mimo, że minęło już tyle czasu, bo zrobiłam wtedy coś dla mnie dziwnego. Pomyślałam sobie wtedy tak: skoro już muszę się wywalić, to w porządku, ale spróbuję utrzymać się na rowerze jeszcze 1 metr. I całą swoją uwagę skupiłam na tym, żeby bez hamulców przejechać tylko ten jeden metr, nic więcej. I udało się. Trochę się zdziwiłam, bo nie sądziłam, że to jest w ogóle możliwe. Gdy przejechałam ten zaplanowany metr, to postanowiłam, że spróbuję przejechać jeszcze jeden. Rower podskakiwał na wszystkie strony na tych wybojach, ale… znowu się udało. Cała skarpa miała jakieś kilkanaście metrów długości. I tak stawiając sobie za cel przejechanie tylko jednego jedynego metra udało mi się zjechać bez wywrotki na sam dół. Do tej pory pamiętam z całej tej historii przede wszystkim ogromne zdziwienie, że zrobiłam coś co w pewnym momencie uznałam za absolutnie niewykonalne. Wiem, że gdybym wtedy myślała o tym, żeby zjechać na sam dół, to by się nie udało, ale 1 metr to co innego. Gdy postanowiłam zrobić mały, maleńki krok w kierunku niewykonalnego, to okazał się on całkiem wykonalny. A potem drugi, potem następny, tak aż do skutku.&lt;br /&gt;Często w życiu stajemy przed zadaniem, które uważamy za niewykonalne. Ale tak naprawdę skąd możemy wiedzieć co jest wykonalne a co nie? A może to tylko w naszych głowach jest poprzeczka, której nie da się przeskoczyć? Często w sporcie wyczynowym zdarzają się takie sytuacje. Jeśli powszechnie uważa się, że jakaś granica wyczynów jest nie do pokonania, to rzeczywiście, najlepsi zbliżają się tylko do niej, ale jest ona poza ich zasięgiem. Aż do momentu kiedy ktoś jeden nie da zwieść powszechnej opinii o niemożliwym i on ją przekracza. A za nim natychmiast pojawiają się inni, którzy powtarzają ten sam sukces.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez wieki ludzie uważali za niemożliwe, żeby jakakolwiek maszyna cięższa od powietrza mogła unieść się w powietrze. I dlatego konstruowali balony wypełnione helem. Dzisiaj możemy podziwiać unoszące się w powietrzu samoloty ważące dziesiątki ton i nikogo to nie dziwi. Ciekawe co by na to powiedział średniowieczny fizyk… Pewnie by się zdziwił.&lt;br /&gt;A to właśnie dzięki ludziom, którzy nie przyjmują do wiadomości, że coś jest niemożliwe, rozwija się cała nauka. Co by było gdyby ludzie podejmowali tylko te działania, które powszechnie uznaje się za możliwe? Pewnie jeszcze nie zeszlibyśmy z drzew…&lt;br /&gt;Wszelkie obecne zdobycze techniki jak komputery, telefony, telewizja i całe mnóstwo elektronicznych urządzeń, dla człowieka średniowiecza, a nawet dla ludzi z XIX wieku uznane byłyby za absolutnie niemożliwe, herezję. A jednak to wszystko stało się faktem. I za każdym takim wynalazkiem stoi człowiek, który nie przyjął do wiadomości, że coś jest niemożliwe. &lt;br /&gt;A dzisiaj niejeden sześciolatek potrafi nie tylko zmieniać kanały w telewizorze ale i obsługiwać komputer.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego więc tak często własne marzenia wrzucamy do przegródki pt. „niemożliwe”? Dlaczego własnoręcznie wykonujemy wyrok na własne życie tylko dlatego że w przeszłości coś się nie udało? &lt;br /&gt;A właściwie skąd tak naprawdę możemy wiedzieć co jest możliwe a co nie?&lt;br /&gt;Przykłady wielu ludzi mówią, że możemy się mylić w tym względzie.&lt;br /&gt;Najlepiej ujął to A. Einstein:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;"Gdy wszyscy wiedzą, że coś jest niemożliwe, przychodzi ktoś, kto o tym nie wie, i on to robi" &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-6588435449932966493?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/6588435449932966493/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=6588435449932966493' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/6588435449932966493'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/6588435449932966493'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2010/09/niemozliwe-czy-aby-na-pewno.html' title='niemożliwe? czy aby na pewno?'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-1404714115435843411</id><published>2010-05-13T08:26:00.001+02:00</published><updated>2010-05-13T08:27:33.905+02:00</updated><title type='text'>przygoda w Tatrach</title><content type='html'>W czasie studiów często chodziłam po górach ze swoją koleżanką, przeważnie po Beskidach. Zazwyczaj odbywało się to na zasadzie krótkiej rozmowy po zajęciach na uczelni:&lt;br /&gt;- Jedziemy w góry?&lt;br /&gt;- Dobrze. Kiedy?&lt;br /&gt;- Za dwie godziny.&lt;br /&gt;- OK&lt;br /&gt;Na dworcu kolejowym kupowałyśmy bilety na najbliższy pociąg jadący na południe i jechałyśmy gdzie nas oczy poniosą.&lt;br /&gt;Często wyjeżdżałyśmy w sobotę pociągiem do Zakopanego o godz. 5.55 rano ze stacji Kraków – Płaszów. W pociągu rozkładałyśmy mapę i ustalałyśmy dopiero wtedy gdzie wysiadamy. Praktycznie nigdy nie dojeżdżałyśmy do Zakopanego, przeważnie wysiadałyśmy gdzieś po drodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale tamtego pamiętnego dnia od samego początku wszystko było inaczej. Już w piątek umówiłyśmy się, że pojedziemy do Morskiego Oka. Wyjątkowo, bo Tatry nigdy nie były naszym celem. Nie lubiłyśmy tłoku w górach, wolałyśmy spokojne beskidzkie szlaki. Ale w końcu uznałyśmy, że do Morskiego Oka trzeba chociaż jeden raz pojechać. Umówiłyśmy się więc na dworcu. Pech jednak chciał, że w tym właśnie dniu, czy to budzik nie zadzwonił, czy go nie usłyszałam, w każdym razie zaspałam. I nie pomogło pakowanie się z prędkością światła, nie zdążyłam na pociąg. &lt;br /&gt;Na dworcu okazało się, że mojej koleżanki nie ma. Widocznie uznała, że już nie przyjdę, więc pojechała sama. Postanowiłam, że pojadę następnym pociągiem licząc na to, że może gdzieś się na trasie spotkamy. Nigdy sama nie jeździłam w góry i czułam się trochę nieswojo, ale nie chciałam też rezygnować skoro dotarłam już na dworzec. Jednak nie spotkałyśmy się ani w Zakopanem ani nigdzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy dotarłam autobusem do Morskiego Oka, ludzie wysiedli i wszyscy, jak jeden mąż, poszli prosto do schroniska. Najwyraźniej dla turystów, którzy tam wtedy przyjeżdżali był to cel podróży. Kompletnie mi taka opcja nie odpowiadała. Byłam przyzwyczajona chodzić w zimie nawet bardzo odległymi i nie przetartymi szlakami, jednak nie w Tatrach i zdawałam sobie sprawę, że tutaj jest inaczej.&lt;br /&gt;Czułam się trochę zawiedziona, bo sama nie znałam kompletnie terenu i miałam nadzieję, że będzie chociaż kawałek przetartego szlaku. A tu wszystko zasypane śniegiem i nigdzie  ani żywej duszy. Poszłam dość markotnie do schroniska, a tam wszyscy przy zastawionych stołach siedzą i dobrze się bawią. Co za dzień! Od samego rana nic nie szło zgodnie z planem. Nie wytrzymałam w tym towarzystwie długo i wyszłam na zewnątrz postanawiając poszukać jakichkolwiek śladów, chociaż kawałeczek. I rzeczywiście, była wydeptana ścieżka, która biegła w kierunku jeziora, tzn. tak mi się wydawało bo nie miałam najmniejszego pojęcia gdzie co jest. W każdym razie byłam zadowolona, że chociaż tyle skorzystam na tym przyjeździe tutaj. Wiedziałam, że mogę iść tylko po śladach, bo nic nie było widać co jest pod śniegiem i zejście ze ścieżki mogło być niebezpieczne. Przeszłam się kawałek i gdy już miałam wracać, to nagle zobaczyłam jakąś postać niedaleko przede mną. Ucieszyłam się bardzo, ponieważ sama nie odważyłabym się iść dalej, ale skoro jest ktoś przede mną to musi to być albo jakiś ratownik górski albo wytrawny turysta. Przyspieszyłam więc, aby go dogonić i szłam za nim w odległości jakichś kilkunastu kroków. Nie miałam wtedy najmniejszego pojęcia, że on myśli dokładnie tak samo jak ja! To znaczy, że skoro za nim ktoś idzie, to na pewno jest to ktoś doświadczony i można dalej iść bezpiecznie. I tak szliśmy jedno za drugim, bez słowa, dwoje zupełnie nie znających terenu turystów, w środku zimy, w rejonie Morskiego Oka. I w dodatku nie po szlaku, bo przecież go nie było widać, a przetarta ścieżka się skończyła. Szliśmy pod górę stromym odkrytym zboczem w śniegu po kolana. On przecierał szlak, a ja szłam po jego śladach.&lt;br /&gt;Gdy patrzę na to z perspektywy lat to nie mogę wprost uwierzyć że mogłam zrobić coś takiego. Zwykle bardzo rozsądnie podchodziłam do wypraw w góry… No ale przecież szłam za ratownikiem górskim, który wie co robi. On też szedł, z kolei przed ratownikiem górskim i też sądził, że tamten wie co robi. Oboje z wyglądu i ubioru mogliśmy uchodzić za takie właśnie osoby.&lt;br /&gt;I tak sobie szliśmy coraz wyżej upajając się pięknymi widokami zupełnie nieświadomi grożącego nam niebezpieczeństwa.&lt;br /&gt;W pewnym momencie on się zatrzymał i odwrócił w dół. Nie miałam ochoty na rozmowę. Miejsce było tak magiczne, że nie chciałam zakłócać tej ciszy zbędnymi słowami. Zresztą on chyba też nie. Zatrzymałam się również i odwróciłam twarzą w dół, aby podziwiać widoki. Czułam się wspaniale. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pewnym momencie chciałam poprawić swoją pozycję, żeby było mi wygodniej i pośliznęłam się. Klapnęłam na siedzenie i było to dla mnie nawet zabawne. Tak samo jak było zabawne, gdy padając na śnieg zaczęłam zjeżdżać z góry. Fajnie tak było sobie zjeżdżać przez pierwszy metr. Gdy przejechałam kolejny, stwierdziłam, że nie mam kontroli nad tą całą masą śniegu, która się pode mną zbiera. W ciągu ułamka sekundy zdałam sobie sprawę w jakiej jestem sytuacji. Wtedy wszystko zaczęło się dziać jak na zwolnionym filmie. Uświadomiłam sobie, że poniżej jest jezioro, ale dokładnie nie wiedziałam gdzie. Nie wiedziałam też czy to zbocze jest gładkie czy nie bo zsuwałam się prosto w dół a my szliśmy skosem. Zrozumiałam, że jeżeli ten śnieg się nie zatrzyma, to może to być moja ostatnia wycieczka w góry. Jechałam w dół, a pod moimi nogami zbierała się coraz większa warstwa śniegu i mimo, że prawie położyłam się na plecach to nie miała zamiaru się zatrzymać. Każdy ułamek sekundy pogarszał moją sytuację.&lt;br /&gt;I w tym momencie (a wszystko trwało jakieś 2 sekundy) pod wpływem impulsu, błyskawicznie przetoczyłam się na bok po śniegu i wbiłam dłonie i twarz w śnieg. Zamarłam. I wtedy wszystko się zatrzymało, a ja czułam jak mi kamień z serca spada. W tym momencie bałam się poruszyć nawet palcem u ręki, ale cóż, trzeba było jakoś wrócić na nasze stare ślady. Powoli udało mi się dotrzeć do tego miejsca i razem z moim „ratownikiem”, dalej bez jednego słowa, ostrożnie po własnych śladach wróciliśmy do schroniska.&lt;br /&gt;Podczas całej tej wyprawy nie padło ani jedno słowo. Dopiero w schronisku wszystko się wyjaśniło. Gdy dowiedzieliśmy się, że żadne z nas nie zna terenu ani nie ma praktyki w Tatrach to dopiero wtedy nam się włos zjeżył na głowie. Gdy emocje opadły, to mój „ratownik” powiedział, że jak zobaczył z góry jak zjeżdżam, a pode mną tworzy się lawina, to był już na 100% przekonany, że ze mną koniec. Tak to wyglądało z jego miejsca…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni autobus do Zakopanego nam wtedy odjechał i musieliśmy maszerować 10 km na piechotę. Ale cóż to był za problem w porównaniu z tym co przeszliśmy wcześniej… &lt;br /&gt;Minęło już wiele lat od tamtego dnia, a ja wszystko pamiętam tak dokładnie jakby to było wczoraj. A w Tatrach preferuję doliny…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż, rzeczy nie zawsze są takie na jakie wyglądają…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-1404714115435843411?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/1404714115435843411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=1404714115435843411' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/1404714115435843411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/1404714115435843411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2010/05/przygoda-w-tatrach.html' title='przygoda w Tatrach'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-7558769797808932214</id><published>2010-02-04T10:17:00.002+01:00</published><updated>2010-02-04T10:22:31.160+01:00</updated><title type='text'>reakcja łańcuchowa</title><content type='html'>Czy można za pomocą jednego uprzejmego gestu zmienić bieg wydarzeń dnia obcego człowieka? Najwyraźniej można.&lt;br /&gt;A było tak…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weszłam ostatnio na serwis w Internecie dotyczący miasta, w którym mieszkam i przypadkowo kliknęłam na link pt. „podziękowania”. Zaciekawiło mnie kto, komu i za co dziękuje. Były tam przeróżne podziękowania za rozmaite rzeczy. Ale moją uwagę przykuło jedno ogłoszenie. Otóż pewna kobieta dziękowała, i to bardzo wylewnie, za to, że pewien pan kurtuazyjnie otworzył przed nią drzwi w jakimś sklepie i ją przepuścił. I tu podała dokładnie gdzie i kiedy to miało miejsce. Musiało to zrobić na niej duże wrażenie, skoro pamiętała o tym przez wiele godzin i pofatygowała się, aby o tym publicznie napisać. Kolejne ogłoszenia w tej rubryce zdziwiły mnie jeszcze bardziej. Jakaś inna pani dziękowała za to, że ktoś jej ustąpił miejsce w tramwaju, ktoś inny dziękował za jakąś tam uprzejmość w sklepie. Wszystkie te ogłoszenia zawierały dokładne informacje gdzie i kiedy dana sytuacja miała miejsce. I tego typu ogłoszeń było całkiem sporo.&lt;br /&gt;I tak się zastanawiam, że pewnie ten dżentelmen, który otworzył drzwi przed tamtą młodą damą mógłby się mocno zdziwić jaki efekt wywołał jego, w końcu zwyczajny gest.&lt;br /&gt;Albo ci wszyscy ludzie dobrej woli, którzy w jakiś sposób wzbogacili życie innych ludzi za pomocą jednego gestu, słowa czy uśmiechu. Czy im choć przez myśl przeszło, że tak bardzo przyczynili się do radości drugiego człowieka, że oni piszą o tym w Internecie? Podejrzewam, że nie mają o tym najmniejszego pojęcia. Jak ogromna musi być posucha we wzajemnej ludzkiej życzliwości skoro tego typu gesty odnoszą tak piorunujące skutki.&lt;br /&gt;I jak wielkie jest zapotrzebowanie na życzliwość, która nic w końcu nie kosztuje i można ją rozdawać za darmo bez ograniczeń i bez obawy że samemu się na tym w jakiś sposób straci. W kontaktach międzyludzkich najczęściej nie mamy najmniejszego pojęcia jak duży wpływ wywieramy na innych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz wyobraź sobie taką sytuację. Zwykły deszczowy poranek. Jedzie sobie kierowca ogromną ciężarówką nie zwracając na nikogo większej uwagi bo jest królem szos i w pewnym momencie nie tylko że wymusza pierwszeństwo na drodze, ale równocześnie wjeżdża w ogromną błotnistą kałużę ochlapując od góry do dołu białego osobowego mercedesa, którego przed chwilą o mało nie staranował. I jedzie sobie beztrosko dalej zadowolony, że dokopał temu ważniakowi.&lt;br /&gt;Kierowca mercedesa klnie na czym świat stoi, ale co może zrobić, jedzie dalej, stawia ten obraz nędzy i rozpaczy zwany samochodem na parkingu i idzie do swojego biura. Od progu krzyczy na swoją Bogu ducha winną sekretarkę, no w końcu trzeba przecież jakoś odreagować. Sekretarka się wścieka, bo czuje się pokrzywdzona i wyładowuje swoją złość na listonoszu, który właśnie przyniósł listy polecone. Ten z kolei zmiął w zębach przekleństwo i wyszedł jak bomba zegarowa. Chodził tak przez cały dzień pracy, a gdy wrócił do domu wyładował całą swoją złość na kompletnie zaskoczonej małżonce. Ta, jeszcze przed chwilą w całkiem dobrym nastroju, teraz wściekła krzyczy na swoje dziecko bez żadnego powodu. Dziecko jak dziecko, co może zrobić gdy dorosły na niego krzyczy? Na szczęście ma młodszego brata, który jeszcze nie umie mówić, więc szczypie go w pośladek. Ten drze się w niebogłosy, nie wiadomo dlaczego :) i kopie ze złością psa, który akurat mu się napatoczył. A pies? Co może zrobić pies w takiej sytuacji? Żeby było sprawiedliwie, to powinien ugryźć kierowcę ciężarówki, który wywołał całe to zamieszanie. Ale ponieważ życie nie zawsze jest sprawiedliwe, więc podkula tylko ogon pod siebie i chowa się w kącie czekając na lepsze czasy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz wyobraźmy sobie inną wersję tej sytuacji.&lt;br /&gt;Zwykły deszczowy poranek. Jedzie sobie kierowca ogromną ciężarówką i ma świadomość, że deszcz ogranicza widoczność, więc jedzie bardzo ostrożnie. Widzi z daleka wielką kałużę z błota, więc przyhamowuje i przepuszcza białego osobowego mercedesa. Kierowca mercedesa też zauważył tą wielką błotną kałużę i aż mu ulżyło, że tamten kierowca zdecydował się jednak poczekać. W dobrym nastroju wszedł do biura i, a co mu tam, uśmiechnął się do swojej sekretarki. Ta z kolei, poczuła się lepiej i z uśmiechem zagadnęła do listonosza który właśnie przyniósł listy polecone. Listonosz poczuł się doceniony i cały swój dzień pracy chodzi z podniesioną głową. Wraca do domu kupując ciasteczka na deser dla całej rodziny. Żona, ucieszona, z radością podaje mu obiad i przytula do siebie starsze dziecko. A dziecko? Właśnie dostało coś czego najbardziej potrzebowało, więc aż podskakuje z radości. I bawi się ze swoim młodszym bratem w największej zgodzie. Młodszy brat cieszy się z tego bardzo, bo rzadko starszy brat chce się z nim bawić i gdy ich pies do nich podchodzi to bawią się wszyscy razem. A pies? No cóż, merda ogonem zupełnie nie zdając sobie sprawy że zawdzięcza tę zabawę kierowcy ciężarówki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Te scenariusze mogą na pierwszy rzut oka wydawać się przesadzone. Ale czy aby na pewno? &lt;br /&gt;Myślę, że każdy z nas miał okazję przekonać się jak jedno niewinne słowo może urazić kogoś kto je pamięta przez następne 20 lat. To samo działa w drugą stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Byłam kiedyś w takiej sytuacji, że pewna mało znajoma mi osoba wyświadczyła mi drobną przysługę, choć nie musiała. Podziękowałam jej bardzo zwyczajnie, choć w duchu byłam bardzo wzruszona tym aktem życzliwości. Byłam wtedy w dołku i zareagowałam pewnie bardziej niż zwyczajowo się reaguje w takich sytuacjach. Ale oprócz zwykłego dziękuję nie okazałam jej w żaden sposób jak bardzo to było dla mnie ważne. Co więcej, postarałam się o to, aby nie zauważyła mojego wzruszenia! Dlaczego? Bo okazywanie uczuć to ryzykowna sprawa, po co się narażać na ośmieszenie… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Innym razem z kolei, pewien znajomy wychodził od nas z domu. Byliśmy wszyscy na zewnątrz gdy wsiadał do swojego samochodu, a mnie właśnie się przypomniało że będąc u nas wyświadczył nam pewną drobną przysługę. Więc już z daleka, bez większego entuzjazmu, krzyknęłam za nim: dziękuję za naprawienie (tam czegoś). A jego jakby piorun trzasnął, odwrócił się cały poruszony i zaczął coś w stylu „nie ma za co”. I jeszcze dobrą chwilę ze mną rozmawiał, zapraszając do siebie itd. Gdybym wiedziała, że tak zareaguje to mogłabym mu podziękować za to nawet ze cztery razy.&lt;br /&gt;Gdy okazuje się komuś jakiś przyjazny gest to nigdy nie wiadomo jaki to będzie miało efekt. Być może ta osoba czuje się w tym momencie bardzo samotna, zrezygnowana i potrzebuje, żeby ktokolwiek okazał jej sympatię? &lt;br /&gt;A może to być osoba, która uznała, że dalsze życie nie ma sensu i właśnie obmyśla skuteczny plan pozbycia się wszelkich problemów? Skąd to można wiedzieć…&lt;br /&gt;Gdy ktoś uratuje człowieka, który się topi, albo wyniesie dziecko z pożaru staje się bohaterem. Ale gdy ktoś odwiedzie niedoszłego samobójcę od jego pomysłu, to nie patrzy się na to w ten sam sposób. A to przecież to samo. A czasem nawet więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomyśl, jakbyś się czuł, gdybyś wiedział, że z powodu jakiegoś małego sympatycznego gestu uratowałeś komuś życie? Dziwnie, prawda? Trudno byłoby ci w to uwierzyć. Podejrzewam, że tak samo jak ten pan, który przepuścił obcą kobietę w drzwiach mógłby się zdziwić, że ona mu za to dziękuje w Internecie.&lt;br /&gt;Każde słowo, gest lub czyn wywiera mniejszy lub większy wpływ na otoczenie. I mimo, że tego dalej nie widzimy, to za każdym razem uruchamiamy reakcję łańcuchową, która zawsze gdzieś prowadzi. I tylko od nas zależy według jakiego scenariusza akcja potoczy się dalej. &lt;br /&gt;I pomyśleć, że to kwestia tylko jednego małego gestu…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. &lt;br /&gt;A ty, przystojny młodzieńcze, pamiętaj, że jak spoglądasz ukradkiem na tą piękną dziewczynę stojącą przy drzwiach w tramwaju to nie myśl, że ona tego nie widzi :) I mimo, że nie reaguje, nie znaczy to jednak, że jej się to nie podoba :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-7558769797808932214?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/7558769797808932214/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=7558769797808932214' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/7558769797808932214'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/7558769797808932214'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2010/02/reakcja-ancuchowa.html' title='reakcja łańcuchowa'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-1555431076726153326</id><published>2009-07-31T18:05:00.006+02:00</published><updated>2009-07-31T18:20:43.516+02:00</updated><title type='text'>najwspanialsza wersja samej siebie</title><content type='html'>Była sobie Mała Dziewczynka. No, taka mała to ona znowu nie była, miała przecież już 12 lat, a to przecież całkiem poważny wiek. Jednak w duchu czuła się całkiem jak mała, maleńka dziewczynka. &lt;br /&gt;Rozpoczęły się ferie zimowe i Mała Dziewczynka właśnie przyjechała z rodzicami na wczasy do malowniczej miejscowości w górach. Zima była tego roku łaskawa dla zwolenników białego szaleństwa. Śnieżnobiały puch pokrywał grubą warstwą stoki narciarskie, więc zapowiadały się udane ferie. Jednak jak to w zimie bywa, wcześnie robiło się ciemno na zewnątrz i całe towarzystwo wieczorem przeniosło się do ośrodka, dorośli rozeszli się po pokojach lub na telewizję, a cała młodzież ściągnęła na świetlicę. &lt;br /&gt;Mała Dziewczynka nie wiedziała co ze sobą zrobić. Bo musicie wiedzieć, że była to bardzo wstydliwa, zalękniona i niepewna siebie dziewczynka. Nie miała więc odwagi iść na świetlicę, nikogo tam przecież nie znała. Nie chciała siedzieć w pokoju z rodzicami, bo musiałaby im tłumaczyć dlaczego nie jest z innymi dziećmi, a tego chciała uniknąć za wszelką cenę. No bo co miałaby im powiedzieć, że boi się iść do innych dzieci, ponieważ obawia się że odrzucenia przez nich? Tak naprawdę to nie zdawała sobie wtedy sprawy o co tak naprawdę w tym chodzi, wiedziała tylko, że czuje się gorsza od innych. Od wszystkich… To wiedziała na pewno. Nie wiedziała tylko dlaczego tak jest, sądziła że coś z nią jest nie tak, tylko co? Oto jest pytanie…&lt;br /&gt;Nie miała czasu zastanawiać się nad tym bo trzeba było coś ze sobą zrobić i to był problem, bo nie wiedziała co. Pomyślała, że przejdzie się po ośrodku i coś wymyśli przez ten czas. Jednak nic nie przychodziło jej do głowy. Nie miała gdzie się podziać i wiedziała, że nikt jej tak naprawdę nie potrzebuje, równie dobrze mogłoby jej nie być na tym świecie. Rozmyślając w ten sposób znalazła sobie miejsce pod schodami, gdzie była jak najmniej widoczna i osoby chodzące korytarzami nie mogły jej zobaczyć. A gdy ktoś szedł po schodach w dół i nie dało się już ukryć, to ona wtedy szła do góry, żeby wyglądało na to, że dokądś idzie. Gdy ktoś szedł do góry to ona szła na dół. Jak tak sobie chodziła po tych schodach w górę i w dół, zawsze w przeciwną stronę niż inni, to przygnębiające myśli coraz bardziej tłukły jej się po głowie.&lt;br /&gt;„Dlaczego jestem taka głupia, że nawet boję się iść na świetlicę? Czy jestem nienormalna? Dlaczego jestem inna niż wszyscy?” Ale to nie myśli były najgorsze. To co czuła wewnątrz, palący wstyd (że była tym kim była), strach przed odrzuceniem (wolała sama siebie odrzucić niż żeby mieli to zrobić inni) i ogromny smutek z powodu tej sytuacji był gorszy od wszystkiego innego. Chciało jej się płakać, czuła się samotna i nie widziała żadnej możliwości zmiany tej sytuacji. Nie mogła też od tego uciec, w żaden sposób nie można uciec od samego siebie.&lt;br /&gt;Po jakimś czasie tej męczarni, gdy uznała, że już wypada, wróciła do pokoju. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny dzień minął szybko i znowu nadszedł wieczór, kiedy trzeba było coś ze sobą zrobić. Tego wieczora postanowiła pójść do świetlicy. Przecież musi być to lepsze, niż stanie na schodach ze świadomością, że nikt na świecie tak naprawdę ciebie nie chce. &lt;br /&gt;Weszła po tych samych schodach co poprzedniego dnia. Serce waliło jej jak młotem, cała sztywna otwarła drzwi. Nikt nie zwrócił na nią większej uwagi (przynajmniej taką miała nadzieję), więc cichutko poszła w kierunku dzieci siedzących na podłodze. Usiadła obok. Uff, co za ulga. Wszyscy obserwowali grę w ping ponga. Był tylko jeden stół do gry, więc dzieci grały na zmianę. Wyglądało to tak, że wygrywający zostawał przy stole, przegrywający odchodził i wchodziła następna osoba z grupki siedzących. Mała Dziewczynka wtedy jeszcze nie wiedziała, że będzie to przyczyną jej zguby. Siedziała sobie spokojnie, zadowolona, że nikt nie zwraca na nią uwagi, aż w pewnym momencie ktoś niespodziewanie powiedział do niej: „teraz twoja kolej”. Mała Dziewczynka zamarła nie wiedząc co zrobić? Strach i wstyd, które ucichły na trochę, z powrotem powróciły ze zdwojoną siłą. Podeszła jak lunatyk do stołu i zaczęła niezgrabnie grać mając nadzieję, że jak najszybciej przegra i będzie mogła wrócić na swoje miejsce. Gdy myślała, że już gorzej być nie może, wtedy któreś z dzieci powiedziało te straszne słowa, żeby sobie poszła. Ktoś inny zaśmiał się. Mała dziewczynka stała jak skamieniała nie wiedząc co zrobić, najchętniej zapadłaby się pod ziemię. Czuła jak rumieniec wychodzi jej na twarz co jeszcze pogorszyło sytuację. Poczucie wstydu i kompromitacji wypełniało całe jej jestestwo. Ostatnim wysiłkiem woli dokończyła grę i upokorzona usiadła na swoim miejscu. Siedziała w takim beznadziejnym stanie zadając sobie ciągle to samo pytanie: „Dlaczego jestem gorsza od wszystkich innych ludzi??? No dlaczego???”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagle zobaczyła, że przez szparę pod drzwiami widać jakieś jasne światło. Potem drzwi uchyliły się i w drzwiach stanęła Piękna Pani. To od niej promieniował ten blask. Mała Dziewczynka patrzyła oniemiała. Zaczęła rozglądać się dookoła, ale nikt nie zwracał uwagi na nieznajomą. Ze zdziwieniem stwierdziła, że po prostu nikt oprócz niej jej nie widzi.&lt;br /&gt;Ale co to? Piękna Pani kiwa na nią ręką! Małej Dziewczynce serce załopotało, trochę z trwogi, a trochę z radości. Nieśmiało podeszła do Pięknej Pani, na szczęście i tak nikt nie zwrócił na to uwagi. Piękna Pani, nic nie mówiąc, wzięła Małą Dziewczynkę za rękę i razem wyszły na korytarz. Mała Dziewczynka mimo, że po raz pierwszy widziała Piękną Panią, to jednak nie bała się jej i pozwoliła się prowadzić. &lt;br /&gt;- Co chciałabyś robić? – Zapytała Piękna Pani.&lt;br /&gt;- Nie wiem – Odpowiedziała Mała Dziewczynka.&lt;br /&gt;- Myślę, że chciałabyś się po prostu dobrze czuć.- Mała dziewczynka kiwnęła tylko głową. Pomyślała sobie, że już czuje się lepiej, ale nic nie powiedziała. Wtedy Piękna Pani objęła ją ramionami, Małej Dziewczynce zakręciło się w głowie, wszystko zaczęło wirować i nie wiadomo było co się dzieje. Trwało to tylko krótką chwilę. Gdy Mała Dziewczynka otworzyła oczy, zobaczyła, że znajduje się w pięknym ogrodzie. Ach, jak tam było cudownie! Kwiaty przechylały swoje kielichy jakby chciały się im pokłonić, niektóre machały swoimi listkami w geście powitania. Maleńka wiewiórka przebiegła obok nich i skryła się w listowiu. Słychać było świergot ptaków i jakby szmer strumyka. To maleńkie źródełko wypływało nieopodal spośród kamieni.&lt;br /&gt;Ale co to? Słychać śmiech dzieci. Na moment Małej Dziewczynce serce zamarło, wrócił znajomy strach i mocniej ścisnęła rękę Pięknej Pani. Ale zanim zdążyła się naprawdę przestraszyć dzieci już zdążyły podbiegnąć do niej. Jedno przez drugie zaczęły witać się z nią równocześnie podskakując z radości. Dzieci poprosiły, żeby pobawiła się z nimi. Oszołomiona Mała Dziewczynka czuła jak powoli opuszcza ją cały strach i choć jeszcze niepewnie, zgodziła się z nimi bawić. Ale co to była za radość podczas tej zabawy! Mała Dziewczynka jeszcze nigdy się tak wesoło nie bawiła. Najpierw grali w gumę, później w klasy, w piłkę a w końcu nauczyły Małą Dziewczynkę innych ciekawych zabaw, których wcześniej nie znała. Mała dziewczynka była tak szczęśliwa jak jeszcze nigdy w swoim życiu. Gdy już się zmęczyli zabawą Piękna Pani zaprosiła wszystkich na podwieczorek. Przeszli przez ogród różany i oczom ich ukazał się przepiękny widok. W scenerii różnokolorowych rośli kwitnących stał ogromny stół zastawiony przeróżnymi smakołykami. Były tam lody śmietankowe przybrane poziomkami prosto z lasu, przeróżne ciasteczka o niewiarygodnych kształtach, chrupiące paluszki i gwóźdź programu, tort czekoladowy z bitą śmietaną, a na torcie inicjały MD. &lt;br /&gt;-To dla ciebie – Powiedziała Piękna Pani. Małej Dziewczynce łzy zakręciły się w oczach, tym razem ze wzruszenia. Ale ponieważ wszystko tak smakowicie wyglądało, szkoda było czasu na zastanawianie się, wszystkie dzieci rzuciły się do pałaszowania tych pyszności. Piękna Pani tylko się uśmiechała. Nawet rozmowy na chwilę zamilkły, tak wszyscy byli zajęci jedzeniem. Po wspaniałej uczcie dzieci chciały bawić się dalej, ale Piękna Pani powiedziała, że chce porozmawiać z Małą Dziewczynką. Wzięła ją za rękę i poszły na spacer po ogrodzie.&lt;br /&gt;- Moja droga Mała Dziewczynko – rozpoczęła Piękna Pani – Wiem o tobie wszystko – Małej Dziewczynce znowu ścisnęło się serce. Czyżby Piękna Pani wiedziała o tym, że ona jest gorsza od innych dzieci?&lt;br /&gt;- Wiem jak się czujesz i co się stało dzisiaj na świetlicy – kontynuowała Piękna Pani a Mała Dziewczynka zaczęła się kurczyć w sobie. Poczucie beznadziei przypomniało o swoim istnieniu.&lt;br /&gt;- Powiem ci coś o tych dzieciach, które spotkałaś w świetlicy. One chciały po prostu sobie pograć w pink ponga. Jeden z chłopców zauważył, że jesteś niepewna siebie i dla żartu chciał sprawdzić czy zrobisz to co on powie. Gdy tak się stało ktoś zaczął się śmiać. A wiesz dlaczego? Ponieważ uważał, że masz takie samo prawo do gry jak wszyscy inni. Rozumiesz? Takie samo prawo jak inni. Byłaś jedyną osobą na sali, która sobie tego prawa nie dała. Tylko ty uważałaś siebie za gorszą, nikt inny poza tobą tak nie myślał. Oni zaprosili cię do gry właśnie dlatego że byłaś na równych prawach ze wszystkimi. Nie mieli najmniejszego pojęcia o tym, że ty wolałabyś nie grać wcale. Nie mieściło im się to w głowie. – Mała Dziewczynka słuchała w milczeniu. Czuła, że to co mówi Piękna Pani ma sens.&lt;br /&gt;- Chcę ci powiedzieć, że nigdy nie byłaś i nie jesteś gorsza od innych. Od nikogo, rozumiesz? – Mała Dziewczynka słuchała z niedowierzaniem, ale poczuła się już odrobinę lepiej.&lt;br /&gt;-Jesteś jedyną i niepowtarzalną osobą na tym świecie. Nie ma drugiej takiej osoby jak ty. Masz do odegrania pewną rolę na scenie życia i nikt na świecie nie może cię w tym zastąpić. Możesz być tylko sobą. Udawanie, czy naśladowanie kogokolwiek to strata czasu i energii a przede wszystkim zaprzepaszczanie szansy ujawnienia się twojego prawdziwego ja. Gdy postanowisz być Najlepszą Wersją Samej Siebie, gdy dotrzesz do pieśni, którą z utęsknieniem chce zaśpiewać twoja dusza, to twoje życie będzie spełnione i będziesz szczęśliwa jak nigdy dotąd. Ja ciebie kocham i akceptuję taką jaka jesteś, zawsze. – W tym momencie Mała Dziewczynka poczuła jak coś ściska ją w gardle, a sekundę później łzy jak fontanna popłynęły z jej oczu. Piękna Pani przytuliła ją tylko nic więcej nie mówiąc.&lt;br /&gt;Po dłuższej chwili Piękna Pani kontynuowała.- Ruszaj w drogę moja mała, pamiętaj, że ciebie kocham i zawsze ci pomogę gdy mnie o to poprosisz. Mimo, że nie będziesz mnie widzieć, pamiętaj, że jestem przy tobie i czuwam cały czas. A teraz żegnaj Mała Dziewczynko.- Piękna Pani znowu wzięła ją w ramiona i świat zaczął wirować.&lt;br /&gt;- Zaczekaj! Nie odchodź jeszcze! – Zawołała Mała Dziewczynka – Powiedz mi kim jesteś?&lt;br /&gt;- Jestem twoim Aniołem Stróżem – to były ostatnie słowa Pięknej Pani, po czym wszystko zawirowało i Mała Dziewczynka znalazła się znowu w znajomym korytarzu. Zza drzwi dobiegał śmiech dzieci. Zastanawiała się czy to wszystko zdarzyło się naprawdę czy jej się tylko wydawało. To był ten sam moment, w którym opuściła świetlicę. Tak, ten sam moment, ale ona już nie była taka sama. Wiedziała już co ma robić. Tak naprawdę nigdy nie miała ochoty spędzać tego wieczoru w świetlicy. Poszła tam, bo uważała, że powinna była iść skoro wszystkie dzieci tam były.&lt;br /&gt;Ale teraz postanowiła, że pójdzie po prostu do swojego pokoju i będzie czytać książkę, ponieważ to właśnie lubi robić i na to ma ochotę. A rodzice? Mają prawo pytać o co chcą. Tak jak ona ma prawo odpowiedzieć w taki sposób w jaki uzna za stosowne. Teraz wydało jej się to takie proste.&lt;br /&gt;A co zrobi jutro?&lt;br /&gt;Jutro też będzie żyć w zgodzie ze sobą, ponieważ postanowiła być Najwspanialszą Wersją Samej Siebie.&lt;br /&gt;A poza tym, kto tam wie co będzie jutro…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-1555431076726153326?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/1555431076726153326/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=1555431076726153326' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/1555431076726153326'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/1555431076726153326'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2009/07/najwspanialsza-wersja-samej-siebie.html' title='najwspanialsza wersja samej siebie'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-6300269875449636730</id><published>2009-06-06T20:19:00.001+02:00</published><updated>2009-06-06T20:24:17.187+02:00</updated><title type='text'>potęga jednego zdania</title><content type='html'>To historie o tym jak jedno zdanie może zadecydować o całym dalszym życiu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stoję sobie w kolejce w sklepie, a przede mną facet w wieku emerytalnym, widać, że jest trochę na rauszu. Nadaje cały czas swoją melodię, która jednym uchem mi wpada, drugim wypada. Ogólnie męczący gość. Jednak w tym morzu słów jedno zdanie zabrzęczało mi jak dzwon na wieży kościelnej. Brzmiało tak: „ojciec mi powiedział, że nic ze mnie będzie i miał rację”. A u mnie alarm w głowie. Jak to, kilkadziesiąt lat temu ten człowiek usłyszał jedno zdanie i trzyma się go całe życie??? Po dziesiątkach lat on tak bardzo tym zdaniem żyje, że mówi o tym w kolejce w sklepie??? Nikt mu nigdy nie powiedział, że może być inaczej? A raczej nikt ważny dla niego…&lt;br /&gt;Mógłby ktoś powiedzieć: „i tak pewnie by z niego nic nie było”. Pewnie, tak jest najłatwiej, spisać kogoś na straty. Ja jednak nie wierzę, że jest na tej ziemi choć jeden człowiek, który nie ma nic wartościowego do zaoferowania światu. Te miliony, które nic nie osiągnęły w żadnej dziedzinie życia to efekt takiego może jednego, ale najczęściej wielu powtarzanych tego typu negatywnych zdań, które zapadają w podświadomość nie wiadomo nawet jak i kiedy, a potem odzwierciedlają się w życiu z fotograficzną dokładnością. Większość z nas zanim staje się dorosła, słyszy setki negatywnych opinii o sobie. I teraz tylko kwestia tego kto je wypowiadał, ponieważ każda opinia ma inną wagę. Jeśli masz pecha, to skrytykuje cię rodzic, któremu wierzysz przez 50 następnych lat. Jeśli masz szczęście to usłyszysz pochwałę, która może tak samo odmienić Twoje życie tak jak na przykład w poniższej historii.&lt;br /&gt;Pewien człowiek pracował jako sprzedawca i kiepsko mu szło. Trwało to prawie 3 lata, aż do pewnego dnia, kiedy jego szef, po kolejnym słabym miesiącu wezwał go do siebie i powiedział mu, że mógłby być wielki, może nawet największy w kraju i że jeśli weźmie się do roboty i uwierzy w siebie, osiągnie wszystko. Takie jedno, krótkie zdanie. Ten młody człowiek uwierzył w to co mu szef powiedział, ponieważ miał on u niego autorytet. I od tego konkretnego dnia wszystko się w jego życiu zmieniło. Jak sam o tym pisze, zaczął myśleć jak mistrz, działać jak mistrz, postrzegać siebie jako mistrza i zachowywać się jak mistrz. W efekcie faktycznie stał się mistrzem. Już po upływie roku zajmował w swoim fachu drugie miejsce w Ameryce, a w następnym roku był już jednym z najlepiej płatnych menedżerów w USA. Niezły wynik biorąc pod uwagę punkt wyjściowy.&lt;br /&gt;A kim był ten człowiek?  To Zig Ziglar, znany w świecie jako jeden z największych mówców motywacyjnych USA, autor kilku bestsellerów przetłumaczonych na wiele języków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny przykład to Norman Peale. Dziś trudno byłoby się domyśleć, że ten znany na całym świecie autor bestsellerów motywacyjnych był kiedyś nieśmiałym, zakompleksionym młodzieńcem, któremu na samą myśl o tym, że profesor na zajęciach może go wywołać do odpowiedzi pociły się ręce i drżały nogi. Kilkuminutowa rozmowa z jednym z wykładowców i zdanie: „nie poddawaj się Peale, nigdy nie przestawaj wierzyć w Boga i siebie” spowodowały totalny zwrot w jego życiu i całkowitą przemianę jego osobowości. Chłopak, który z powodu kompleksów nie potrafił wydukać sensownego zdania na zajęciach przed grupą studentów, później napisał 35 książek, a publiczne przemówienia do setek a nawet tysięcy ludzi przez następne 60 lat stały się jego codziennością. I czy to nie jest fenomenalne?&lt;br /&gt;Czy on sam uwierzyłby wtedy, jako młody człowiek, gdyby mu ktoś to przepowiedział, że takie życie stanie się jego rzeczywistością? Z pewnością nie.&lt;br /&gt;A takich historii było naprawdę wiele. &lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Czy wiesz o tym, że Ty też jesteś taką osobą, która ma ukryty potencjał i czeka tylko na to swoje jedno jedyne zdanie, które ktoś z autorytetem ma Ci powiedzieć? Ale po co właściwie czekać? A co jeśli do końca życia nikt takiego zdania do Ciebie nie wypowie i pozostaniesz z tym z czym jesteś w tej chwili? A co z nie odkrytymi możliwościami?&lt;br /&gt;Wiedząc o tym, że wiara czyni cuda i że każdy z nas ma swoje własne talenty do odkrycia, możesz dokonać świadomego wyboru by uwierzyć w siebie. A jak uwierzyć w siebie? Jeśli nie masz takiego szczęścia żeby uwierzyć w siebie w jednej chwili to trzeba to zrobić krok po kroku. Pierwszy to postanowienie. Podjęcie decyzji o zmianie jest ważnym początkiem. Następnie, stopniowo, buduj swoją wiarę każdego dnia.&lt;br /&gt;Na koniec zacytuję zdanie z książki Normana Peale:&lt;br /&gt;„Praktykuj wiarę w to co niemożliwe, aż rzeczy niemożliwe przemienią się w możliwości, a następnie w rzeczywistość. Właśnie w taki sposób zwyciężają ludzie sukcesu”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-6300269875449636730?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/6300269875449636730/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=6300269875449636730' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/6300269875449636730'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/6300269875449636730'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2009/06/potega-jednego-zdania.html' title='potęga jednego zdania'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-322553995748482998</id><published>2009-01-22T19:14:00.001+01:00</published><updated>2009-01-22T19:14:29.852+01:00</updated><title type='text'>potęga emocji</title><content type='html'>Robiłam kiedyś zakupy na placu targowym. A byłam w wyjątkowo wesołym nastroju. Śpiewałam sobie w duchu różne piosenki jednocześnie oglądając to co było na straganach. W pewnym momencie zdecydowałam się coś kupić, więc podeszłam do sprzedającego i zwyczajnie, tak jak zawsze powiedziałam co chcę. Facet ważąc mi jakieś warzywka zaczął do mnie żartować, coś tam mu odpowiedziałam i odeszłam. Nie było to dla mnie nic dziwnego, często mi się to zdarza na różnych placach targowych. Poszłam sobie dalej robić zakupy, bo jak już jestem na tak dużym targu to wracam zwykle z pełnym bagażnikiem wszelakiego dobra, to znaczy głównie owoców i warzyw. No więc kupuję u następnego gościa a ten to samo, zaczyna żartować, ogólnie jest wesoło. Trochę mnie to już dziwi, tak dwóch pod rząd, ale nic, idę dalej. Znowu u kogoś innego kupuję i znowu to samo, jakiś żarcik, uśmiech, jakby powtórka z rozrywki. Zaczynam już być mocno zdziwiona. I tak się to powtarzało, w mniej lub bardziej wyraźnym wydaniu prawie przy każdym kolejnym zakupie. Nie wiedziałam zupełnie o co chodzi, nigdy wcześniej mi się tak nie zdarzyło. Zaczęłam się zastanawiać o co w tym chodzi, no i odkryłam! To ja byłam w tym dniu tak naładowana wesołością, że przekazywałam to każdemu z kim rozmawiałam! To się innym udzielało! Niesamowite doświadczenie. &lt;br /&gt;Ale co to jeszcze oznacza? Och znacznie więcej. Że jesteśmy wszyscy chodzącymi przekaźnikami stanu w jakim w danej chwili jesteśmy. Im silniejsze emocje, tym większe oddziaływanie na otoczenie. I nie ma mocnych, żaden wyuczony wyraz twarzy temu nie zapobiegnie. Zawsze przekazujemy to co mamy w środku, niezależnie od tego czy zdajemy sobie z tego sprawę czy nie. Więc może lepiej powściągnąć swoje krytyczne myśli podczas nastepnej rozmowy kwalifikacyjnej…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-322553995748482998?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/322553995748482998/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=322553995748482998' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/322553995748482998'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/322553995748482998'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2009/01/potga-emocji.html' title='potęga emocji'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-1448987213284658790</id><published>2008-12-28T21:02:00.000+01:00</published><updated>2008-12-28T21:03:10.674+01:00</updated><title type='text'>siła nastawienia</title><content type='html'>To był początek zimy. Ten śnieg co napadał w nocy może nie był pierwszy, ale po raz pierwszy w sezonie trzeba było odśnieżać przed domem. Wyszłam więc na zewnątrz i zabrałam się do roboty. Wszystko ładnie zgarnęłam i z ulicy (na naszej ulicy wtedy nie jeździła jeszcze odśnieżarka) i z chodnika. Napadało sporo, więc zmachałam się nieźle, ale czułam się wspaniale po tej pracy i zadowolona wróciłam do domu. Trochę później tego samego dnia wychodziłam z domu i jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłam że wiele osób na naszej ulicy cały śnieg z chodnika odgarnęło na ulicę! To zjawisko widziałam już wcześniej i wiedziałam, że robią to po to, żeby samochody rozjechały śnieg. Tak rzeczywiście często się działo, gdy śniegu było niewiele. Ale tym razem było inaczej. Wkurzyłam się, bo jazda przez ten śnieg była bardzo utrudniona i były problemy z mijaniem się samochodów. Postanowiłam, że choćbym miała być jedyną na świecie osobą odśnieżającą ulicę, będę to robić! &lt;br /&gt;Następnego dnia znowu napadało. Sąsiedzi odgarnęli śnieg na ulicę (do końca swojej połowy) a ja z ulicy (do końca mojej połowy). &lt;br /&gt;Ale zauważyłam pewną zmianę. Już to ich odgarnianie na ulicę było jakieś takie nieśmiałe, skromniejsze, połowiczne. &lt;br /&gt;Kolejny dzień. Pogoda jakby się uparła i napadało wręcz niewiarygodnie dużo śniegu. Moje postanowienie na moment zachwiało się w swoich posadach, ale zaraz pełna entuzjazmu wyszłam przed dom, aby samotnie stawiać czoła przeciwnościom. I co widzę? Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Dwóch moich sąsiadów, wspólnie (!) odśnieżają śnieg z ulicy, jeden zgarnia, drugi ładuje na taczki i wywozi na koniec ulicy gdzie są nieużytki i gdzie można go wysypać. Co więcej, obaj zadowoleni, uśmiechnięci i widać, że ta praca sprawia im przyjemność. Dodatkowo uprzątnęli śnieg z tego kawałka ulicy, który jest przed moim domem! Moje zaskoczenie było totalne. Naprawdę się tego nie spodziewałam. Zagadnęli wtedy do mnie wesoło i dalej razem wzięliśmy się do dzieła. To była naprawdę przyjemna praca! Jest coś takiego w zgodnym, wspólnym działaniu, że człowiek czuje się wspaniale, mógłby góry przenosić, zmienia się jego samopoczucie i nastawienie do życia. Gdyby tak pamiętać o tym na co dzień w swojej pracy, w domu i w różnych innych sytuacjach to może życie na naszej planecie inaczej by wyglądało?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do tematu. Historia ta miała jeszcze ciąg dalszy. Tamta zima była wyjątkowo śnieżna. Nasza ulica wyglądała trochę dziwnie, cała zasypana śniegiem i tylko krótki kawałek wzdłuż kilku domów obok mnie był odśnieżony. Były poważne kłopoty były z przejechaniem przez te nie odśnieżone zwały śniegu, ale okazało się, że to był dopiero początek późniejszych problemów. Otóż przyszła krótka odwilż, zmoczyło te leżące hałdy śniegu a później znowu przyszedł mróz i pięknie ściął ten rozwodniony śnieg, tak że zrobiła się totalna ślizgawica. No, wtedy to dopiero się działo! Co rusz jakiś samochód tarasował drogę nie mogąc przejechać, sąsiedzi klęli na czym świat stoi, a pogoda jak na złość nie chciała się zmienić. Chyba im ta sytuacja dała mocno w kość, bo w końcu zaczęli kilofami walczyć z tym lodem! No cóż, czasem nie warto iść na łatwiznę…&lt;br /&gt;Za to warto robić to co uważa się za słuszne nawet wtedy gdy wydaje się to bez sensu, bo los bywa przewrotny i nigdy nie wiadomo co za chwilę się okaże.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-1448987213284658790?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/1448987213284658790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=1448987213284658790' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/1448987213284658790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/1448987213284658790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/12/sia-nastawienia.html' title='siła nastawienia'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-2408950268608560189</id><published>2008-11-10T13:23:00.000+01:00</published><updated>2008-11-10T13:24:11.646+01:00</updated><title type='text'>kim jestem?</title><content type='html'>Jakiś czas temu byłam na wykładzie na temat relaksacji. Pani, która go prowadziła, nie przedstawiając się przeszła od razu do rzeczy. Podobało mi się to co mówiła, jak również ona sama jako człowiek. To co mówiła było bardzo wzniosłe i głębokie i dla mnie całkowicie zrozumiałe. Po skończonym wykładzie pani spytała czy są jakieś pytania. Nie było żadnych. Pomyślałam sobie, że chętnie dowiedziałabym się coś na jej temat w Internecie, ale nie znam jej nazwiska. Więc po chwili ciszy zapytałam o jej nazwisko. Nastrój był wtedy podniosły, atmosfera wyciszenia, umysły na duchowych wyżynach, a tu takie przyziemne pytanie - o nazwisko! Kilka osób nawet się zaśmiało, a pani, nieco skonsternowana, powiedziała, że nie ma zwyczaju się przedstawiać gdy prowadzi jakiś wykład. Powiedziała jednak jak się nazywa i że jest szefem tej firmy. Byłam usatysfakcjonowana i sprawa by się na tym skończyła, gdyby pani wtedy nie przytoczyła pewnej historii.&lt;br /&gt;Otóż ona sama była na jakimś wykładzie prowadzonym przez, jak to określiła Wielką Kobietę, która przyjechała z daleka, żeby poprowadzić swój wykład, który wypadł wspaniale. Była zachwycona wykładem. Na jego zakończenie padły zwyczajowe słowa: Czy są jakieś pytania? Na co jeden pan powiedział: „Czy mogę dostać przepis na ciasto, które teraz tak pięknie pachnie? (po wykładzie miał być poczęstunek). Reakcja była podobna jak po moim pytaniu o nazwisko, śmiech i konsternacja. Wydaje mi się jednak, że była istotna różnica między tymi dwoma sytuacjami. &lt;br /&gt;Jak łatwo jest ocenić człowieka. Jak bardzo można w tej ocenie się pomylić! Rzeczy nie zawsze takie są na jakie wyglądają.&lt;br /&gt;Wracając do tematu. Ta sytuacja przypomniała mi, że ja też nie przedstawiłam się na blogu. Ani nazwiska, ani nic zupełnie na swój temat. &lt;br /&gt;Są tego przynajmniej dwa powody. Po pierwsze każda informacja jaką bym na swój temat podała natychmiast przykleiła by do mnie niezmywalną etykietkę z gatunku „matka, żona, kochanka”.  Po drugie, cokolwiek bym o sobie nie powiedziała nie byłoby to tym kim naprawdę jestem.&lt;br /&gt;Jest jeszcze inny powód. Te blogi powstały dla treści, które tam są zawarte. I to jest najważniejsze. Moje dane osobowe, wygląd, to co robię w życiu, te informacje nie są potrzebne do zrozumienia tego o czym piszę, zaciemniłyby tylko obraz.&lt;br /&gt;Proponuję raczej zadać samemu sobie to pytanie: KIM JESTEM?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-2408950268608560189?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/2408950268608560189/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=2408950268608560189' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/2408950268608560189'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/2408950268608560189'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/11/kim-jestem.html' title='kim jestem?'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-8003092892830292041</id><published>2008-10-08T12:19:00.001+02:00</published><updated>2008-10-08T12:19:42.296+02:00</updated><title type='text'>nie ma tego złego co by na dobre nie wyszlo</title><content type='html'>Przecięłam się w palec, dość mocno, nawet bardzo mocno. Na tyle mocno, że trzymając rękę w górze i ściskając mocno ranę, krew przeciekała mi między palcami. Nawet się przestraszyłam, że mogę mieć problem z zatamowaniem krwi. No cóż, przykra i bolesna dla mnie sprawa, jednak jest to przypadek jakich wiele zdarza się na świecie i nie byłoby sensu nawet o tym wspominać gdyby nie to, że cała ta sytuacja wiele mnie nauczyła. &lt;br /&gt;Gdy już udało mi się zatamować krew (bolało dalej jak jasna cholera) nie mogąc nic robić usiadłam sobie wygodnie i zaczęłam się zastanawiać nad sytuacją. &lt;br /&gt;Stwierdziłam przede wszystkim, że mam niezmiernie ograniczone możliwości działania. Cała jedna ręka, którą musiałam trzymać w górze, żeby mi się krew nie lała, była wyłączona z możliwości używania. Nagle zdałam sobie sprawę jak bardzo mnie to ogranicza! Kto by pomyślał… &lt;br /&gt;Co w takiej sytuacji zrobiłabym kiedyś? Ponieważ zaczynałam już być głodna, więc wzięłabym chleb w całości, bez krojenia na kromki i zjadłabym go nawet bez masła przegryzając pomidorem równocześnie użalając się nad sobą jaka jestem biedna, bo nie ma mi kto nawet kromki chleba ukroić. Po takiej kolacji czułabym się jeszcze gorzej uświadamiając sobie, że szlag trafił moją obecną dietę wykluczającą białe pieczywo. Idąc dalej tym torem myślenia, tak jak mi się to często zdarzało, przeszłabym do obwiniania siebie, świata, okoliczności i nie wiadomo czego jeszcze. Będąc już kompletnie podłamana, straciłabym już wszelką energię, której i tak nie miałam za dużo. I poszłabym spać bez przerwy użalając się nad swoim ciężkim losem i zabierając ze sobą ten stan do swoich snów. Oczywiście kolejny dzień rozpoczęłabym od przypomnienia sobie całego tego mojego nieszczęścia i użalanie się nad swoim losem rozpoczęłoby się na nowo. Konsekwencją takiego postępowania byłoby to, że jadłabym potrawy, które mi nie smakują, zawaliłabym cały plan nowego sposobu odżywiania, który skrupulatnie przestrzegałam od jakiegoś czasu, nie zrobiłabym tego co miałam zaplanowane, a co najgorsze, cały czas byłabym w kiepskim humorze co mogłoby mieć jeszcze inne, nie do przewidzenia konsekwencje. Poszłabym torem, który w ogóle mi się nie podoba, nawet nie zdając sobie sprawy, że mogłoby być inaczej i, co najważniejsze, że zależy to wyłącznie ode mnie!&lt;br /&gt; A jak było naprawdę?&lt;br /&gt;Przede wszystkim przyjęłam do wiadomości swoją sytuację i zaczęłam rozpatrywać jakie mam możliwości działania. Przypomniałam sobie o ludziach, którzy nie mają obu rąk i dają sobie świetnie radę z samoobsługą. Oczywiście dochodzą do takich rewelacyjnych wyników po długim czasie prób i błędów. Jasne, że nie potrafiłabym w tamtej chwili im dorównać, ale ja miałam jedną rękę i to prawą do dyspozycji, więc byłam w o wiele lepszej sytuacji. Myślałam sobie tak: „oni mogą to i ja” i tak w kółko. Ta myśl dodała mi wiary w siebie, bo nie chciałam się poddać, nie chciałam zrezygnować z tego co sobie zaplanowałam. A plany miałam ambitne jak na osobę nie przyzwyczajoną do używania tylko jednej ręki. Miałam w planie zrobić na kolację bakłażana nadziewanego risottem. Produkty już miałam gotowe i nie chciałam zmieniać planów z powodu tego wypadku. Przez chwilę mocowałam się z tym pomysłem uważając go za nierealny, ale myśl pod tytułem „oni mogą to i ja” dodawała mi odwagi. Zdecydowałam się to zrobić i natychmiast wzięłam się do działania. Pierwsze wrażenie jakie mi się nasunęło to to, że wszystko robi się dwa razy dłużej. Trudno. Co chwilę pojawiał się problem, bo nie mogłam sobie poradzić z najprostszymi rzeczami. Gdy udało mi się już przekroić bakłażana na pół i wydawało mi się, że najtrudniejsze już za mną, to okazało się, że wydłubanie środka jest jeszcze trudniejsze. Zaczęłam sobie pomagać łokciem skaleczonej ręki, ale w pewnym momencie musiałam poruszyć jakimś mięśniem tej ręki, bo nagle krew znowu zaczęła się lać i polała się na już wydrążonego bakłażana. Miałam serdecznie dość. Zastanawiałam się co zrobić z całym tym bajzlem, ale zmobilizowałam się kolejny raz i powoli dokończyłam gotowanie, nawet posprzątałam po sobie. Kolacja wyszła super. Co to była za satysfakcja! &lt;br /&gt;Ale to nie był jeszcze koniec problemów. Ręka bolała, trudno było cokolwiek robić. Na drugi dzień było niewiele lepiej. Mogłam odpuścić sobie wiele spraw jednak postanowiłam wytrwać w wytrwałości i robić wszystko to co chcę. I udało się (mniej więcej). Choć zapał malał z dnia na dzień.&lt;br /&gt;A czego mnie ta sytuacja nauczyła? Na początek trochę o życiu niepełnosprawnych. Okazało się, że wcale pierwszy dzień nie był najtrudniejszy! Bo jak się człowiek uprze, to może sobie nawet zrobić zabawę z bycia niesprawnym – przez pół godziny. Można rzucić sobie wyzwanie, że zrobię wszystko jakbym była w pełni sprawna – przez 2 dni. Ale później to już nie wystarcza. Później potrzebna jest akceptacja, cierpliwość i wytrwałość do entej potęgi. To jest o wiele trudniejsze.&lt;br /&gt;Czytałam kiedyś historię kobiety, która miała skomplikowane złamanie ręki. Była bardzo dzielna przed i po operacji, również w czasie rehabilitacji. Lekarze ją chwalili za ogromne samozaparcie podczas ćwiczeń i dyscyplinę. Po pewnym czasie wyszła ze szpitala jednak ręka nie była sprawna i nie było wiadomo czy będzie kiedykolwiek. Jak sama o tym pisze, dopiero wtedy się załamała. Szary zwykły dzień ją przytłoczył, brak nadziei. &lt;br /&gt;Gdy ja codziennie obserwowałam swoją ranę, to mimo, że bardzo powoli, to jednak goiła się po trochu. Ta świadomość dodawała mi otuchy. Gdy nie ma nadziei na poprawę sytuacji to możliwości są dwie: albo zaakceptuje się to co jest i wtedy otwierają się nowe możliwości działania, o których się wcześniej nawet nie śniło, albo nie zaakceptuje się sytuacji i wtedy jest koszmar, dół bez dna.&lt;br /&gt;Zauważyłam, że często zdarza się, że ktoś akceptację uważa jako poddanie się. Jest wręcz odwrotnie! To właśnie akceptacja tego co jest pozwala szukać nowych rozwiązań. Ale cóż, to jedna z tych rzeczy, o których można się przekonać tylko na własnym przykładzie.&lt;br /&gt;Ta sytuacja ze skaleczonym palcem pokazała mi również jak mało doceniam na co dzień to wszystko co robię za pomocą swojego ciała. Moje oczy, ręce i wszystkie inne części ciała służą mi od rana do wieczora, a nigdy mi nie przychodzi do głowy, że to wcale nie jest oczywiste! Nie wszyscy chodzą, nie wszyscy widzą lub słyszą, nie wszyscy mogą normalnie jeść!&lt;br /&gt;Jednak kto by na co dzień doceniał tak przyziemne sprawy. Tak ma być. A jednak nie zawsze tak jest. Wiedzą o tym osoby niepełnosprawne. Jan Kochanowski pisząc „Szlachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się popsujesz” też musiał coś o tym wiedzieć.&lt;br /&gt;Podsumowując:&lt;br /&gt;Gdy znajdujemy się w trudnej sytuacji mamy przynajmniej dwa wyjścia: albo zaczynamy narzekać obwiniać wszystko i wszystkich dookoła, albo szukamy rozwiązania problemu jednocześnie zastanawiając się czego ta sytuacja miała mnie nauczyć, bo „Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło”. Ja wybrałam to drugie wyjście. A ty?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-8003092892830292041?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/8003092892830292041/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=8003092892830292041' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/8003092892830292041'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/8003092892830292041'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/10/nie-ma-tego-zego-co-by-na-dobre-nie.html' title='nie ma tego złego co by na dobre nie wyszlo'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-8292151865297679551</id><published>2008-08-13T09:10:00.001+02:00</published><updated>2008-08-13T09:10:57.039+02:00</updated><title type='text'>potęga umysłu</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Siedzę przy biurku i zamiast pracować moje myśli krążą wokół najświeższej nowiny – odchodzi główna księgowa i będzie ktoś nowy. Właściwie nowy to on jest tylko dla mnie, wszyscy go już mniej lub więcej znają. Opinie ma koszmarną i to mnie najbardziej martwi, przecież będzie moim bezpośrednim przełożonym. Na szczęście ma przychodzić tylko raz w tygodniu, chociaż tyle dobrze. Tak krótko tu pracuję a już mi się szef zmienia. Tak mi było dobrze z naszą księgową. No ale cóż, nie ma rady. Pożyjemy zobaczymy…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: center;" align="center"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;***&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;- Dzień dobry – Nowy szef przychodzi po raz pierwszy do pracy i od razu życzy sobie wszystkich dokumentów. Co za pech! Od kilku dni malują mój pokój, dostęp do szaf mam praktycznie niemożliwy i wykonuję przez ten czas tylko pilne sprawy, pozostawiając resztę na koniec malowania. Nawet mi do głowy nie przyszło, że miałabym to robić w takich warunkach. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;- Jak to pani nie zrobiła?! – Szef ma zupełnie inne zdanie na temat moich warunków pracy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;- Jest malowanie i nie mam dostępu do dokumentów – Tłumaczę się wystraszona mając nadzieję, że zrozumie moje położenie. Ale gdzie tam.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;- Proszę natychmiast przynieść wszystkie dokumenty! – Mówi z taką złością jakbym co najmniej zawaliła termin deklaracji podatkowych. Czuję jak moje nadzieje na zgodną współpracę odpływają w siną dal. Jakoś udaje mi się dostarczyć mu te dokumenty, siadamy gościnnie w innym pokoju i zaczyna się kazanie.&lt;br /&gt;- Widzę, że nic pani nie zrobiła.- Zaczyna swoje jakby nie słyszał co przed chwilą powiedziałam. Czuję się jak skazaniec i tylko czekam kiedy wreszcie skończy. Jakie to cudowne, że nic na tym świecie nie trwa wiecznie, więc siłą rzeczy ten koszmarny dzień pracy też się kończy. Mam tydzień do następnego spotkania. Mam nadzieję, że będzie lepiej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: center;" align="center"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;***&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Tydzień szybko minął, jak dla mnie, zbyt szybko. Wyczekuję w napięciu co mój szef wymyśli, liczę, że tym razem będzie lepiej. Nic z tego. Znowu coś mu się nie podoba, znowu jest niezadowolony z mojej pracy. Powoli tracę nadzieję na znośną współpracę, trudno, jeden dzień w tygodniu jakoś będę musiała z nim wytrzymać. Teraz już wiem dlaczego poprzednia księgowa parę razy mówiła „ciekawe jak ci się będzie z nim pracowało”. Wtedy myślałam, że jak będę wszystko dobrze robić, to co mi się ma źle pracować. Oj naiwna. Zastanawiam się jak ludzie wytrzymują z nim pięć dni w tygodniu??? Wysoki procent bezrobocia daje jednak silną motywację.&lt;br /&gt;Ale i ten dzień wreszcie mija, tak samo jak następne dni i tygodnie. Sytuacja nie zmienia się, chyba że na gorsze (a myślałam, że to niemożliwe). Wszyscy już wiedzą, że w dniu kiedy on jest w firmie to ze mną się nie rozmawia, bo chodzę w takim napięciu, że mogę wybuchnąć. Dają mi natychmiast wszystkie dokumenty, które potrzebuję, moje sprawy są priorytetowe. To nic jednak nie pomaga, bo on i tak jest zawsze niezadowolony. Doszło już do tego, że na jego widok robi mi się niedobrze. Gdy siedzi przy sąsiednim biurku, to nie jestem w stanie pracować, więc siedzę pochylona nad dokumentami a w duchu cały czas go wyzywam od najgorszych. Muszę przyznać, że on tez nie siedzi przy mnie długo, chociaż tyle. Totalny koszmar. I co ja mogę z tym zrobić? Cała praca mi już obrzydła przez niego…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: center;" align="center"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;***&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Czytam w mądrej książce, że jak chcesz, żeby ktoś zmienił się w stosunku do ciebie to zacznij inaczej o nim myśleć i że to co myślisz o drugim człowieku dociera do niego w postaci odpowiedniej energii. O rany! Gdyby to była prawda, to nic dziwnego, że mój szef nie był w stanie długo koło mnie siedzieć, bo takie pomyje jakie ja na niego wylewałam (w myślach) to… rozpacz po prostu. Wydaje mi się, że nie mam już nic do stracenia, trudno nasze relacje pogorszyć więc spróbuję coś zmienić w tym swoim myśleniu. Tylko jak, skoro na myśl o nim przychodzą mi do głowy same przekleństwa? Spróbujmy, przecież o każdym można powiedzieć coś pozytywnego. Ale co o nim? Nie mam pojęcia. Jest przystojny. Problem w tym, że jak tylko go sobie przypomnę to od razu mam ochotę opluć tego przystojniaka. Może z innej beczki. Albo innym razem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: center;" align="center"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;***&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Coś dziwnego się stało. Okazało się, że jak odpowiednio długo zastanawiałam się nad tym co pozytywnego mogłabym o nim pomyśleć, to powoli zaczęła mijać mi wściekłość na niego. On się nie zmienił, ale ja postanowiłam myśleć o nim jak najlepiej, wbrew wszystkiemu. Nie było łatwo. Pracowałam ciężko nad tym wyobrażeniem kilka tygodni. Aż pewnego pięknego dnia wzywa mnie do siebie dyrektor.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;- Dziwna sprawa jest z panią i głównym księgowym – mówi – Już myślałem, że będę musiał panią zwolnić, chociaż nie chciałem tego robić. On tak bardzo na panią narzekał, że już miałem tego dość, jedno z was miało odejść. Ponieważ trudniej jest znaleźć głównego księgowego niż osobę na pani stanowisko, dlatego miała to być pani. I nagle, jakieś dwa czy trzy tygodnie temu, on zmienił całkowicie zdanie o pani. Zaczął panią wychwalać pod niebiosa, mówił jak ciężko pani pracuje i w ogóle w samych superlatywach się o pani wyrażał. Nie wie pani co się stało? – dyrektor zadał to pytanie, a ja czuję jak mi się gorąco robi. Co mam mu odpowiedzieć? Że zmieniłam o głównym księgowym sposób myślenia? Nawet gdybym to powiedziała, to i tak by nie uwierzył.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;- Nie wiem – mówię, bo nic innego nie przychodzi mi do głowy. Dyrektor jeszcze usiłuje wyciągnąć ze mnie jakieś informacje, ale nie mam mu nic do powiedzenia. W końcu wychodzę na miękkich nogach. Jestem w szoku. Jak to możliwe, żeby sama zmiana myślenia o kimś spowodowała taką zmianę zachowania??? To niepojęte… Szekspir musiał coś o tym wiedzieć gdy pisał: „Są rzeczy na ziemi i w niebie, o których się filozofom nie śniło…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;A jaki finał tej historii? Nasza współpraca zaczęła układać się całkiem dobrze, aż do końca jego pracy w naszej firmie, bo tak się złożyło, że pracowałam tam dłużej od niego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-8292151865297679551?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/8292151865297679551/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=8292151865297679551' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/8292151865297679551'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/8292151865297679551'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/08/potga-umysu.html' title='potęga umysłu'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-7626536210847772903</id><published>2008-07-13T09:27:00.001+02:00</published><updated>2008-07-13T09:27:38.175+02:00</updated><title type='text'>efekt motyla</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Jest taka teoria, które nazywa się efektem motyla i mówi o tym, że trzepot skrzydeł motyla np. w Ohio może spowodować po trzech dniach burzę piaskową w Teksasie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;A to jest krótkie opowiadanie o tym jak drobne sprawy mogą zaważyć na życiu człowieka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Była sobie mała dziewczynka, (lat 7), której rodzice kazali kupić gazetę „Echo”. Ale niestety, rodzice nie powiedzieli jej, że ta gazeta wychodzi dopiero po południu, więc grzeczna dziewczynka poszła ją kupić zaraz po szkole. No i o tym fakcie (że będzie dopiero po południu) dowiedziała się od pani kioskarki. Niestety pani kioskarka nie była zbyt uprzejma (a może miała zły dzień?), w każdym razie nakrzyczała na dziewczynkę, że kto to przychodzi o tej porze po „Echo”, przecież ono wychodzi dopiero po południu itp. Dziewczynka zawstydziła się bardzo, poczuła się wtedy głupia, zaczęła myśleć, że jest kimś gorszym od innych dzieci. Ponieważ nikt jej nie wyprowadził z tego błędu, (rodzice nie bardzo się nią interesowali) więc dziewczynka w różnych innych sytuacjach umacniała swoje wyobrażenie, że jest kimś gorszym. Takie myślenie spowodowało, że była nieśmiała, zachowywała się niezręcznie, nie potrafiła nawiązać kontaktu z rówieśnikami. Dziewczynka podrosła, problem narastał, a ona coraz bardziej czuła się źle wśród ludzi. I w tym czasie również nikt jej nie wyprowadził z tego błędu (że jest gorsza od innych), wręcz przeciwnie, jej zachowanie zrażało do niej ludzi, co jeszcze bardziej utwierdzało ją w swoim mniemaniu o sobie. Niskie poczucie własnej wartości rujnowało jej relacje z otoczeniem. W końcu dziewczynka stała się dorosłą osobą i problem wyobcowania też był dorosły. I mimo, że nauczyła się zachowań odpowiednich do swojego wieku i pracy, w środku nadal czuła to okropne uczucie, że jest gorsza od innych. Właściwie to nie miała żadnych logicznych powodów, żeby się tak czuć, jednak uczucia nie zawsze kierują się logiką. Tak właśnie się czuła i już. Żadne tłumaczenia nie pomagały. A jak się ta historia skończyła? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;Tak naprawdę nie to w tym jest najważniejsze. Chciałam przede wszystkim pokazać jak całkiem drobne wydarzenia mogą wpłynąć na całe życie człowieka, zwłaszcza jeśli te wydarzenia dotyczą dzieci.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size: 14pt;"&gt;A do historii dziewczynki jeszcze wrócimy… może.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-7626536210847772903?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/7626536210847772903/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=7626536210847772903' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/7626536210847772903'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/7626536210847772903'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/07/efekt-motyla.html' title='efekt motyla'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-5007962002689972986</id><published>2008-06-22T10:50:00.002+02:00</published><updated>2008-06-22T10:51:54.453+02:00</updated><title type='text'>cuda się zdarzają cz.II</title><content type='html'>&lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Ależ ta zima się przeciąga, mogłaby już w końcu przyjść wiosna. – Siedzimy z moją znajomą, Anetą przy herbacie, a ja znowu zaczynam narzekać. Dlaczego ciągle to robię?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Wybieram się jutro do T. Masz ochotę się przejechać? Ma być ładna pogoda. – &lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;Aneta nie daje się wciągnąć w ten ton, jak zawsze radosna i pełna optymizmu. Skąd ona go czerpie? Może faktycznie bym się przejechała? Zapowiadają ocieplenie, dobrze mi to zrobi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- A co będziesz tam robić? – Pytam z pewnym zainteresowaniem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Jadę do takiej pani, która pomogła wyleczyć się wielu ludziom. Pomogła już takiej pani… - Agnieszka zaczyna wymieniać osoby, którym ta pani pomogła, a ja słucham jej raczej z uprzejmości. Niezbyt mnie to interesuje.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Tak? A jak to robi? – pytam z cieniem zainteresowania.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Zobaczysz, też możesz z nią porozmawiać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- OK. Więc do jutra.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: center; font-family: verdana;" align="center"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;***&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nazajutrz jest faktycznie piękna, słoneczna pogoda, chociaż dalej zimno. Jak mi tego słońca brakowało! Jedziemy w dobrych nastrojach, wystawiamy twarze do słońca upajając się chwilą. Podróż się wreszcie kończy, jesteśmy na miejscu. Okazuje się, że trzeba czekać, takich osób jak my jest więcej. Obserwuję otoczenie, ale tylko widzę jak ludzie wchodzą za drzwi i po pewnej chwili wychodzą. Nie mogę nic wywnioskować. Wreszcie nasza kolej, wchodzimy razem. Maleńki pokoik, stolik, krzesła. Pani zaczyna rozmowę z Anetą, częstuje nas ciasteczkami. Jestem w tym momencie tylko obserwatorem. To jest już kolejna wizyta Anety, rozmawiają o jej samopoczuciu, ich rozmowa nie robi na mnie większego wrażenia. Na koniec Aneta pyta czy ona mogłaby porozmawiać również ze mną. Kobieta się zgadza. Ja nic nie mówię, bo właściwie nie wiem co miałabym powiedzieć. Ona przez chwilę mi się przygląda.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Ma pani dużo toksyn w organizmie. – Zaczyna mówić, a ja patrzę na nią z pewnym zdziwieniem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Boli panią często głowa. – Kontynuuje, a moje oczy robią się coraz większe. Dalej milczę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Ma pani bakterie w nerkach, oprócz tego… - Zaczyna wymieniać moje choroby i dolegliwości jedna po drugiej a ja mam wrażenie, że jestem w jakimś innym świecie. Co jest? Skąd ona to wie???&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Skąd pani to wie??? – Pytam, bo tylko tyle jestem w stanie wydukać z wrażenia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Po prostu to widzę. – Odpowiada, jakbym pytała o najnormalniejszą rzecz pod słońcem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Acha.- Mówię, to jest wszystko na co mnie stać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Wypiszę co ma pani zażywać. – Mówi ze spokojem. Pewnie przyzwyczaiła się już do takich reakcji. Słucham jej uważnie, choć w mojej głowie kłębi się tylko jedna myśl. Może ona zdiagnozuje moją córkę!!! Serce bije mi jak oszalałe i dla pewności pytam czy mogę z nią przyjechać. Ona oczywiście się zgadza i na następny dzień jestem u niej z powrotem, tym razem z córką. Sytuacja się powtarza, czekamy w kolejce, wchodzimy. Jest zimny dzień, moja córka w luźnym płaszczu i czapce, tak, że nie widać jej nic oprócz kawałka twarzy. Nie widać nawet jaka jest szczupła. Pani popatrzyła tylko ulotnie na nią nawet do niej nie podchodząc.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Pani córka ma zamulone jelita i nie przyswaja nic z tego co je. – Zaczyna mówić, a moje oczy kolejny raz robią się coraz większe. Nie mówię nic.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Wszystko co je przelatuje przez nią i nie ma większego znaczenia jak wartościowe rzeczy pani jej daje do jedzenia, bo jej organizm i tak tego nie przyswaja. – Kontynuuje, a ja dalej milczę wpatrzona w nią jak w obrazek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Żadne leki ani witaminy jej nie pomogą, ponieważ i tak nic z nich nie przyswoi. Jedyne co może jej pomóc to zmiana diety. Nie wolno jej jeść żadnych słodyczy, frytek, chipsów i jak najmniej produktów przetworzonych. To powinno jej pomóc.- Kończy, a ja siedzę oniemiała z wrażenia powtarzając w kółko:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Dobrze, dobrze…- Wizyta dobiega końca. Usiłuję dość niezręcznie wcisnąć jej czekoladki, bo już wiem, że ona pieniędzy nie bierze.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Dziękuję, proszę to zabrać. – Odmawia. – Nie mogę tego przyjąć. Ten dar dostałam za darmo i za darmo się nim dzielę. – Przyjmuję do wiadomości i wychodzę oszołomiona.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;    &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Czuję jak nowa nadzieja we mnie wstępuje i przeprowadzam rozmowę z moją córką na temat nowej diety. Na szczęście podchodzi do tego wyjątkowo rozsądnie (też ma dość tej męki) i zgadza się na te restrykcje. Następne dni, pełne niepokoju, potwierdziły w 100% diagnozę tej pani. Bóle minęły jak ręką odjął! Od tego czasu moje dziecko nigdy więcej nie miało już tego rodzaju problemu!!! Pojawiały się tylko pytania typu: A czy to mogę jeść? A to? Na tym tle były między nami małe przepychanki, ale jakoś dochodziłyśmy zawsze do porozumienia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;A co najważniejsze, po pewnym czasie takich ścisłych ograniczeń, pod naciskiem córki pozwoliłam jej na pewne ustępstwa i choroba nie wróciła!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;No i czy to nie jest cud??? Dla mnie jak najbardziej…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-5007962002689972986?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/5007962002689972986/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=5007962002689972986' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/5007962002689972986'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/5007962002689972986'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/06/cuda-si-zdarzaj-czii.html' title='cuda się zdarzają cz.II'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-3629591717151810769</id><published>2008-06-08T08:22:00.001+02:00</published><updated>2008-06-08T08:28:01.188+02:00</updated><title type='text'>cuda się zdarzają cz.I</title><content type='html'>&lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Mamo, boli mnie głowa. I brzuch też. - Moje dziecko prawie codziennie skarży się na takie bóle. Czuję jak serce ściska mi niewidzialna obręcz, a bezradność przytłacza do ziemi. Co robić, co robić? Postanawiam iść do lekarza. Zacznę od ogólnego, zobaczymy co powie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Co się dzieje? – Lekarka zadaje rutynowe pytanie. Zastanawiam się ile razy w życiu już je zadała, ale nie mam czasu na rozmyślania.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Boli ją głowa i brzuch, prawie codziennie, a do tego jest osłabiona. Już nie wiem co mam robić. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Trzeba zrobić badania – Pani doktor nie jest zbyt odkrywcza, ale to i tak lepsze niż gdyby działała w ciemno. Na co ja liczyłam? Że zdiagnozuje ją z tęczówki oka albo z wyglądu skóry? Zejdźmy na ziemię. Widzę, że jestem do niej uprzedzona, a może do lekarzy ogólnie i postanawiam współpracować na tyle na ile potrafię.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Dobrze – mówię i czuję, że wstępuje we mnie iskierka nadziei.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Zrobimy badania krwi, moczu, prześwietlenie głowy,&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;… - Lekarka zaczyna wymieniać całą listę, a mnie włącza się czerwona lampka już przy badaniu krwi. Jak mam to zrobić? Przecież ona nie pozwoli wkłuć się do żyły…A może wystarczy z palca?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- A czy ta krew do badania będzie pobierana z żyły? – Pytam z nadzieją, że może zaprzeczy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Oczywiście, że tak, czemu pani pyta? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- A bo moja córka robi problemy w takich sytuacjach, mówiąc ściśle już raz nie udało się pielęgniarce pobrać jej krwi, mimo, że trzymało ją kilka osób. – Wyjaśniam przypominając sobie dantejską scenę, jaką wtedy urządziła używając w samoobronie czterech kończyn, paznokci (nie przypuszczałam, że przed pobieraniem krwi trzeba dziecku obciąć paznokcie), głowy, zębów, wrzasków (wtedy, kiedy nie używała zębów). Chyba nikt nie przypuszczał wtedy, że ta mała dziewczynka, wyglądająca jak aniołek, potrafi walczyć jak lwica w obronie małych.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Jest taki prywatny gabinet, w którym robią badania pobierając krew z palca. Proszę, tu ma pani telefon. – Czuję jak tymi słowami zdejmuje mi ciężar z serca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Dziękuję bardzo.- Mówię i jestem jej naprawdę wdzięczna.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Proszę przyjść z wynikami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Oczywiście. – Cieszę się, że przynajmniej coś zaczęło dziać się w tej sprawie. Może uda się to wyleczyć? Miejmy nadzieję.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: center; font-family: verdana;" align="center"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;*****&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pełna optymizmu postanawiam przygotować córkę do tego badania, jednak ona natychmiast wyprowadza mnie z błędu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Nie pozwolę pobrać sobie krwi. – Oświadcza, z pełną świadomością, że już raz jej się to udało.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Ale to nie będzie z żyły. – Mówię, myśląc naiwnie, że to coś zmieni.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Nie pozwolę i już.- Powtarza z jeszcze bardziej zaciętą miną. Zobaczymy, myślę sobie, ale nie mówię już tego na głos. Tamta sytuacja mnie też czegoś nauczyła. Tym razem nie masz żadnych szans. Co to znaczy, żeby nie móc pobrać dziecku krwi!!! Zaczynam się wkurzać. Czy ona musi mnie jeszcze dodatkowo denerwować? Mało mam problemu z tą jej chorobą???&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: center; font-family: verdana;" align="center"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;***&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jestem w prywatnym gabinecie, który mi lekarka wskazała. Nie mogę powiedzieć, żebym była spokojna. Córka wydaje się być bardziej spokojna ode mnie. Pewnie myśli, że jej się znowu uda. Niedoczekanie!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: center; font-family: verdana;" align="center"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;***&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Właśnie odebrałam wszystkie wyniki badań. O pobieraniu krwi nie ma co nawet wspominać. W końcu jak dwie kobiety trzymają małą dziewczynkę w żelaznym uścisku, a trzecia wykonuje badanie, które trwa jeden ułamek sekundy (bo ile może trwać ukłucie?) to wynik jest z góry przesądzony.&lt;br /&gt;Z tych wyników niewiele wiem, jest ich tak dużo, no ale przecież to nie ja mam się na tym znać. Jesteśmy znowu w tym samym gabinecie, ta sama lekarka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Nie widzę tu nic niepokojącego. – Mówi oglądając wyniki badań.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Jak to? Wyniki są w porządku??? – Pytam z niedowierzaniem. Wszystkiego się spodziewałam, tylko nie tego, że wyniki będą w porządku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Tak. Krew, mocz, prześwietlenia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- No więc jaka może być przyczyna tych bólów głowy i brzucha?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Wie pani, są takie dzieci, najczęściej są to chude niejadki, które często skarżą się na bóle głowy i brzucha. Żadne badania u nich nic nie wykazują. Nieznana jest przyczyna tych bólów.- Znowu żelazna obręcz zaciska się w moim wnętrzu. Cholera jasna, co mogę jeszcze zrobić? Co??? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Co mogłabym jeszcze zrobić? – Zadaję jednak to pytanie sądząc naiwnie, że ona coś wymyśli.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Przepiszę jej witaminy, to powinno jej pomóc. – Akurat! Myślę sobie, a na głos:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;    &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Dobrze, spróbuję jej podawać witaminy. –Mówię, a w głowie kłębią mi się myśli: Przecież jesteś lekarką!!! Powinnaś coś na to poradzić!!! Ja stąd wyjdę, więc dla ciebie problem z głowy. Ale ja z tym problemem zostanę!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;Pójdę do innego lekarza. Oczywiście, że też na to od razu nie wpadłam. Przecież muszą w końcu dojść przyczyny tych bólów. Muszą…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: center; font-family: verdana;" align="center"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;***&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;    &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jestem po wizycie u innego lekarza. Rezultat ten sam. Badania ocenił tak samo, że wyszły dobrze, nie wie co jest. Załamać się można. Czego ich uczą na tych studiach??? Wiem, że jestem niesprawiedliwa, ale czuję się bezradna. Co robić? Kto mógłby mi pomóc? Przecież, do cholery, musi być jakaś przyczyna! &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj córka czekała na mnie w przedpokoju jak wychodziłyśmy z domu, może minutę lub dwie, tyle co ubierałam buty i płaszcz, a ona nie miała siły, żeby ustać na nogach i położyła się na podłodze w przedpokoju! Bo nie miała siły stać w ubraniu. Okropny widok. Innym razem ważyła swoją głowę na wadze łazienkowej, bo mówi że ma bardzo ciężką głowę i trudno jest jej ją nosić. Każde takie jej wyznanie przygnębia mnie jeszcze bardziej. Wyczerpałam już wszystkie swoje możliwości, chyba tylko cud może mi pomóc…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;ciąg dalszy nastąpi (za dwa tygodnie)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-3629591717151810769?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/3629591717151810769/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=3629591717151810769' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/3629591717151810769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/3629591717151810769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/06/cuda-si-zdarzaj-czi.html' title='cuda się zdarzają cz.I'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-6913657927342320734</id><published>2008-05-25T12:23:00.002+02:00</published><updated>2008-05-25T12:25:14.245+02:00</updated><title type='text'>zgodny chłop</title><content type='html'>&lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Byłam na zakupach na targu i pogadałam sobie z człowiekiem sprzedającym jabłka:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ja - A jakie są te jabłka?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;On - Miękkie i słodkie&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;- Ale ja wolę twarde i kwaśne&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- No, one są twarde i kwaśne&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;:) :) :)&lt;span style="font-size:100%;"&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Czyżby kolejne potwierdzenie na to, że mówimy przede wszystkim do siebie?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-6913657927342320734?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/6913657927342320734/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=6913657927342320734' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/6913657927342320734'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/6913657927342320734'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/05/zgodny-chop.html' title='zgodny chłop'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-7707772281379568617</id><published>2008-05-11T08:49:00.002+02:00</published><updated>2008-05-11T08:51:19.070+02:00</updated><title type='text'>telefon z rana</title><content type='html'>&lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Mój domowy numer telefonu jest podobny do tego, który ma przychodnia lekarska na sąsiedniej ulicy. Często są z tego powodu pomyłki. Kilka dni temu znowu dzwoni rano telefon. Oto moja rozmowa (autentyczna):&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;          &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b style=""&gt;&lt;i style=""&gt;facet&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i style=""&gt; - Czy to przychodnia?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;Ja – nie&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;i style=""&gt;- nie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;- nie&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;i style=""&gt;- To proszę mnie zarejestrować.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Ta rozmowa skłoniła mnie do refleksji. Już nieraz miałam wrażenie, że jak rozmawiają dwie osoby, to każda opowiada swój własny film. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Czasem się zastanawiam po co w ogóle cokolwiek mówić? A może mówimy przede wszystkim do siebie? To całkiem prawdopodobna teoria…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-7707772281379568617?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/7707772281379568617/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=7707772281379568617' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/7707772281379568617'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/7707772281379568617'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/05/telefon-z-rana.html' title='telefon z rana'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-1329124292548837314</id><published>2008-04-27T09:44:00.003+02:00</published><updated>2008-04-27T09:55:44.855+02:00</updated><title type='text'>totolotek i duchowość</title><content type='html'>&lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Rozmawiałam kiedyś&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;(zupełnie luźno) z osobą, która stanęła przed trudnym wyborem dotyczącym egzaminów maturalnych. Zupełnie niespodziewanie rozmowa przybrała zaskakujący dla mnie przebieg. Przytaczam ją w miarę dosłownie:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b style=""&gt;&lt;i style=""&gt;maturzystka:&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;i style=""&gt; - Nie wiem co wybrać. Nie da się przewidzieć jak będzie na maturze, to jest pierwszy rok tego systemu, całkowita loteria.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;b style=""&gt;ja -&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; A więc brak danych, czyli kwestia szczęścia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;– Dokładnie, naprawdę nie mam pojęcia co wybrać, a mam już niewiele czasu na podjęcie decyzji.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Ponieważ żadna istota ludzka nie jest w stanie przewidzieć jak będzie, możesz zwrócić się do najwyższej mądrości, najwyższej świadomości.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- Jak mam to zrobić?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Po prostu zadaj takie pytanie: „co dla mnie w tej sytuacji jest najlepsze?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- A odpowiedź jak dostanę? Na zasadzie - orzeł czy reszka?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Może być i tak.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- Nie miałabym zaufania do takiej odpowiedzi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- W takim razie poproś o taką odpowiedź, która by była dla ciebie przekonywująca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- Czyli jaką?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Już ona coś wymyśli, będzie tak, że będziesz pewna, że to odpowiedź.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- A jeśli nawet, to skąd mogę wiedzieć, że nie zrobi mnie w konia, że nie zrobi mi na złość?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- A więc nie wierzysz, że najwyższa mądrość dobrze ci życzy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- Nie, ja w mało co wierzę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- A gdybym ci powiedziała, że ci dobrze życzy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- Wierzę ci w różnych sprawach, ale w to bym nie uwierzyła.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- OK., w takim razie, powiedz tej mądrości, że nie wierzysz, że ci dobrze życzy i potrzebujesz na to potwierdzenia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- Ciekawe jak to potwierdzi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- A jakie potwierdzenie by cię zadowoliło? Co musiałoby się stać, żebyś uwierzyła, że ci dobrze życzy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- Np. musiałabym wygrać w totka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- OK., a więc masz tu 6zł i wyślij totka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- Dobrze, mogę wysłać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Ile musiałabyś wygrać, żeby uwierzyć, że ta mądrość dobrze ci życzy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- 3 to za mało, 4 też, to musiałaby być 5 lub 6&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- OK. Czy wtedy uwierzysz, że dobrze ci życzy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- Bardziej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Co??? Jak to bardziej???&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- No nie na 100% &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;-Uff, masz sobie wymagania, błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- A co będzie, gdy nic nie wygram?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Wtedy ja zapytam tej mądrości o co w tym wszystkim chodzi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;      &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;No więc, totolotek został wysłany, wygranej nie było żadnej. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;Zaczęłam zadawać sobie pytanie po co była ta cała sytuacja, skoro taki wynik umocni tylko brak wiary młodej osoby.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;Ponieważ ja miałam u siebie kupon totolotka i to ja sprawdzałam numery, to miałam cichą nadzieję, że może maturzystka zapomni o tej sprawie i nie dowie się, o wyniku. Ale nic z tego. Za kilka dni była kolejna rozmowa:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;Maturzystka – no i jak tam wyniki totka?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ja – nie ma żadnej wygranej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;- wiedziałam, że tak będzie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;To był koniec rozmowy. Obawiałam się, że będzie jakieś nawiązanie do poprzedniej rozmowy, że mi powie, że się zawiodła na tej najwyższej mądrości, albo coś w tym rodzaju, a tu nic. Żadnego komentarza, podejście czysto materialne, zainteresowanie wyłącznie kasą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  class="MsoNormal" style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Uświadomiłam sobie wtedy, jak mało wiem o osobie, którą dobrze znam. To co mnie głęboko porusza po kimś innym może spłynąć jak po kaczce i na odwrót. Tak sobie myślę, że często martwimy się o coś co poszło nie tak nie zdając sobie sprawy, że…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;b style=""&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;rzeczy nie zawsze są takie na jakie wyglądają…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-1329124292548837314?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/1329124292548837314/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=1329124292548837314' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/1329124292548837314'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/1329124292548837314'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/04/totolotek-i-duchowo.html' title='totolotek i duchowość'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-4739990075808807794</id><published>2008-04-13T08:51:00.003+02:00</published><updated>2008-04-13T08:53:36.616+02:00</updated><title type='text'>jeszcze jedna historia</title><content type='html'>&lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;z cyklu: „Rzeczy nie zawsze są takie na jakie wyglądają…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pracowałam kiedyś w biurze i pewnego dnia zatrudniono młodą dziewczynę, nazwijmy ją Ania. Miała mi pomagać w pracy i ja miałam ją wprowadzić w różne sprawy biurowe. Była to jej pierwsza praca w życiu, więc postanowiłam delikatnie się z nią obchodzić i tłumaczyłam jej wszystko bardzo dokładnie. Szybko pojawił się problem, ponieważ ona nie potrafiła nic zrobić sama. Tłumaczyłam jej proste rzeczy po kilka razy, a ona zachowywała się jakby do niej nic nie docierało, bez energii, bez zainteresowania. Potrafiła siedzieć bez ruchu nad jakimś dokumentem i patrzeć w okno. Nie pytała o nic tylko tak siedziała nieruchomo. Nie wiedziałam zupełnie co z nią zrobić. Powiedziałam swojej szefowej o sytuacji i ta postanowiła, że ją sama wdroży do obowiązków. Nie wiem jak jej szło, bo nie robiła tego przy mnie, w każdym razie po kilku dniach szefowa powiedziała, że Ania jest do zwolnienia, bo nie potrafi zrobić najprostszej rzeczy. I tak by się stało, gdyby nie zupełny przypadek. Akurat w tym czasie planowałam długi urlop (cały miesiąc) i pojawił się problem kto mnie zastąpi. Wiele spraw mogło poczekać na mój powrót, ale prowadzenie kasy musiało być na bieżąco. Szefostwo nie wiedziało co z tym fantem zrobić (nie chcieli mi dać urlopu), ale w końcu stanęło na tym, że Ania będzie to robić, nie było to znowu takie trudne (dla każdego innego). Ja odetchnęłam, że wreszcie jakoś się sprawa z nią rozwiąże, Ania wpadła w panikę, a szefowa miała niezłą nerwówkę. No więc, przekazałam jej w ostatnim dniu dokumenty kasowe i pojechałam w siną dal, tak, że nawet nie było możliwości skontaktować się ze mną. Po miesiącu wróciłam z wielką ciekawością co też się podziało przez ten czas. To, co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Miałam wrażenie, że Ania obudziła się ze snu, jakby była zupełnie kimś innym. Zobaczyłam ją w akcji jak obsługuje klienta, wystawia fakturę i załatwia wszystko co trzeba. Zobaczyłam osobę pełną życia, uśmiechniętą, z którą można załatwiać wszystkie sprawy. To był dla mnie szok. Opowiedziała mi jak to było. No więc jak dowiedziała się, że ja wyjeżdżam i że ona ma prowadzić kasę, to wpadła w panikę. Nie mogła spać w nocy, strach zawładnął nią całkowicie. Ale nie miała wyjścia, żeby mieć pracę, to musiała się na to zgodzić. Została postawiona przed faktem. Wiedziała, że może liczyć tylko na siebie i na nikogo innego. Więc zabrała się do roboty i udało jej się.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Moja szefowa w trakcie tego miesiąca sprawdzała czy jej się kasa zgadza i wszystko było OK. Dla niej też ta przemiana była zaskoczeniem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ania sprawdziła się tak dobrze, że po moim powrocie prowadzenie kasy stało się jej obowiązkiem, z czego była nawet zadowolona!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Długo się zastanawiałam nad tym co się stało. Gdyby nie ten mój urlop dziewczyna wyleciałaby po dwóch miesiącach z pierwszej w swoim życiu pracy i mogłoby to mocno zaważyć na dalszych jej losach. A co z poczuciem własnej wartości? Lepiej nie mówić.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Tak naprawdę to do tej pory nie mam pomysłu w jaki sposób powinnam wdrażać ją do tej pracy. Na pewno nie tak jak to zrobiłam i nie tak jak to zrobiła moja szefowa. A może nie było lepszego sposobu? Kto to wie? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;W każdym razie:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;„Rzeczy nie zawsze są takie na jakie wyglądają…” a w każdym człowieku drzemią niezbadane pokłady możliwości. Pamiętajmy o tym, gdy chcemy wywalić kogoś z pracy albo oceniamy swoje dzieci.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-4739990075808807794?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/4739990075808807794/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=4739990075808807794' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/4739990075808807794'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/4739990075808807794'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/04/jeszcze-jedna-historia.html' title='jeszcze jedna historia'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-6752202312311684659</id><published>2008-04-06T09:23:00.002+02:00</published><updated>2008-04-06T09:24:15.667+02:00</updated><title type='text'>szczęście? nieszczęście? kto wie?</title><content type='html'>&lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jeszcze jedno opowiadanie z netu, z podobnym morałem:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;Istnieje pewna chińska przypowieść o wieśniaku, który uprawiał swoje pole za pomocą starego konia. Któregoś dnia koń uciekł na wzgórza, a kiedy sąsiad wyraził wieśniakowi współczucie z powodu takiego nieszczęścia, ten odpowiedział: &lt;/i&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;"Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?"&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;i style=""&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;Po tygodniu koń wrócił ze wzgórz na czele stada dzikich koni, i tym razem sąsiad gratulował wieśniakowi takiego fortunnego obrotu sprawy. A ten rzekł: &lt;/i&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;"Szczęście? Nieszczęście? Kto wie?"&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;i style=""&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;A potem, kiedy jego syn starał się okiełznać któregoś z dzikich koni, spadł z grzbietu zwierzęcia i złamał nogę. Wszyscy uważali to za nieszczęście. Ale nie chłop, którego jedyną reakcją było: &lt;/i&gt;&lt;em&gt;&lt;span style="font-style: normal;"&gt;"Nieszczęście? Szczęście? Kto wie?"&lt;/span&gt;&lt;/em&gt;&lt;i style=""&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;Kilka tygodni później do wioski wkroczyli żołnierze i zabierali do wojska wszystkich mieszkających tam sprawnych młodzieńców. Gdy zobaczyli, że syn wieśniaka ma złamaną nogę, zostawili go w spokoju. Czy teraz to było szczęście? Nieszczęście? Kto wie?... &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;"&gt;Rzeczy nie zawsze są takie na jakie wyglądają…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-6752202312311684659?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/6752202312311684659/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=6752202312311684659' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/6752202312311684659'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/6752202312311684659'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/04/szczcie-nieszczcie-kto-wie.html' title='szczęście? nieszczęście? kto wie?'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-1108364164558230135</id><published>2008-03-30T14:25:00.003+02:00</published><updated>2008-03-30T14:30:06.079+02:00</updated><title type='text'>z mojego podwórka</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Rzeczy nie zawsze są takie, na jakie wyglądają…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kiedyś byłam na weselu i był tam pewien pan, który bawił całe towarzystwo, żartował, śmiał się, tańczył i w ogóle wszędzie go było pełno. Po prostu dusza towarzystwa. Przyglądałam mu się trochę i pamiętam, że pomyślałam sobie wtedy tak: „jaki ten człowiek musi być szczęśliwy”. Aż mu pozazdrościłam. Wesele minęło, wróciłam do domu, zapomniałam o sprawie. Jakiś czas później przypadkowo dowiedziałam się, że ten właśnie człowiek, kilka tygodni po tym weselu popełnił samobójstwo. To był dla mnie szok! Uświadomiłam sobie wtedy jak bardzo myląca była moja ocena oparta na podstawie tego co widziałam. Od tego czasu wystrzegam się jak mogę oceniania ludzi, cokolwiek by nie zrobili. Skąd mogę wiedzieć co w nich drzemie i jakie mają motywy postępowania?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Rzeczy nie zawsze są takie, na jakie wyglądają…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-1108364164558230135?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/1108364164558230135/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=1108364164558230135' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/1108364164558230135'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/1108364164558230135'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/03/z-mojego-podwrka_30.html' title='z mojego podwórka'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-7731544122487541464</id><published>2008-03-23T16:54:00.004+01:00</published><updated>2008-03-23T17:03:32.068+01:00</updated><title type='text'>przypowieść o aniołach</title><content type='html'>&lt;p style="font-family: verdana;font-family:verdana;" class="MsoNormal" &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ktoś mi przysłał kiedyś taką przypowieść, która świetnie nadaje się na rozpoczęcie tego bloga. Oto ona:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-family: verdana;font-family:verdana;" class="MsoNormal" &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;font-size:100%;" &gt;Dwa podróżujące Anioły zatrzymały się na noc w domu bogatej rodziny. Rodzina odmówiła im nocowania w pokoju dla gości, który znajdował się w ich rezydencji. Anioły dostały miejsce w małej zimnej piwnicy. Po przygotowaniu sobie miejsca do spania na twardej podłodze, starszy Anioł zobaczył dziurę w ścianie i naprawił ją.&lt;br /&gt;Kiedy młodszy Anioł zapytał dlaczego to zrobił, starszy odpowiedział:&lt;br /&gt;– Rzeczy nie zawsze są takie, na jakie wyglądają.&lt;br /&gt;Następnej nocy Anioły przybyły do biednego, ale bardzo gościnnego domu farmera i jego żony. Farmer podzielił się resztą swojego jedzenia i pozwolił Aniołom spać we własnym łóżku.&lt;br /&gt;Kiedy następnego dnia wstało słońce, Anioły znalazły farmera i jego żonę zapłakanych. Krowa, której mleko było ich jedynym dochodem, leżała martwa na polu. Młodszy Anioł, był w szoku i zapytał starszego Anioła:&lt;br /&gt;– Jak mogłeś do tego dopuścić? Pierwsza rodzina miała wszystko i pomogłeś im. Druga rodzina miała niewiele i dzieliła się tym co miała, a ty pozwoliłeś, żeby ich jedyna krowa zdechła.&lt;br /&gt;– Rzeczy nie zawsze są takie, na jakie wyglądają. Kiedy spędzaliśmy noc w piwnicy, zauważyłem że w tej dziurze w ścianie było schowane złoto. Zakleiłem tę dziurę, by ten chciwiec nie mógł znaleźć złota. W noc, którą spędzaliśmy w domu biednego farmera, Anioł śmierci przyszedł po jego żonę. W zamian za nią dałem mu ich krowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;RZECZY NIE ZAWSZE SĄ TAKIE, NA JAKIE WYGLĄDAJĄ...&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-7731544122487541464?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/7731544122487541464/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=7731544122487541464' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/7731544122487541464'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/7731544122487541464'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/03/przypowie-o-anioach.html' title='przypowieść o aniołach'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8405765379292199365.post-137010761805637950</id><published>2008-03-14T17:42:00.002+01:00</published><updated>2008-03-15T10:57:21.070+01:00</updated><title type='text'>wprowadzenie</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;To już trzeci mój blog. W pierwszym („rozmowy sati”) przede wszystkim odpowiadam na pytania, które były mi zadawane. To w oczywisty sposób wyznacza poruszane sprawy. Ponieważ chciałam pisać również na inne tematy, założyłam drugiego bloga pt. „klucz do szczęścia”. Pisanie tego bloga daje mi wiele radości i motywacji do działania, ale też czasami ogranicza mnie tematycznie. Dlatego postanowiłam założyć trzeciego bloga, który, zgodnie ze swoim tytułem, pozwoli wyrazić mi wszystko to, czego nie mogłam na pierwszych dwóch.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Zapraszam do lektury.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8405765379292199365-137010761805637950?l=duchowy3.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://duchowy3.blogspot.com/feeds/137010761805637950/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8405765379292199365&amp;postID=137010761805637950' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/137010761805637950'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8405765379292199365/posts/default/137010761805637950'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://duchowy3.blogspot.com/2008/03/wprowadzenie.html' title='wprowadzenie'/><author><name>sylwia</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12099997671171111511</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='31' height='21' src='http://1.bp.blogspot.com/-nEr2Jzfq0yQ/TXzcCHjuPAI/AAAAAAAAAIA/23V5v6oE2nw/s220/DSC05527.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
